Oglądasz wiadomości znalezione dla zapytania: Gazeta Wyborcza serwis fotograficzny
Temat: Granice fotografii
Ci, o których Ty piszesz to są oszołomy, a nie fotoreporterzy. A tacy pracują dla brukowców
Keczup, widzę, że masz przed oczyma wyidealizowany wzorzec reportera który wpoili Ci jeszcze na studiach, rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Zerknij na zdjęcie z linka poniżej i przeczytaj artykuł reportera „Gazety Wyborczej”:
„trzeba być blisko, zdjęcia muszą "śmierdzieć". Dlatego moja rada: nigdy nie pytaj, czy możesz kogoś fotografować. Jak ci nie pozwoli, to już nie masz wyjścia, nie możesz zrobić zdjęcia. Najpierw robisz, a potem pytasz”
A prawo do ochrony wizerunku?
”W Afganistanie go nie znają. Zresztą Gazeta ma dobrych adwokatów, jak widać po sprawie Rywina (śmiech). Poza tym mnie to nie interesuje, niech fotoedytor się męczy”
http://serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35127,591230.html?i=0
http://www.reporterzy.info/artykul.php?strona=fotografia&art=fotografia_zdjecie_musi_smierdziec
PS. widziałeś może wczoraj w TVP1 reakcję trenera naszej biegaczki olimpijskiej, kiedy to natrętny dziennikarz chciał sfilmować jej nieszczęście? Czy nie uważasz, że ten reporter przekroczył granicę dobrego smaku?
Temat: "Czemu "lubie" napinac sie w internecie?"
to była ironia ale jak juz to poza uzupełnienien tabeleki prosze wkleic swoja fotke bez koszulki frontem z dzisiejsza gazeta wyborcza lub FAKTem D
hahahah
http://www.irekkuras.com/images/pok2004.jpg ja to ten po prawej sorry ze mam koszulke ale nie moglem znalezc innego foto
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1715307,49622.html?skan=3060984 a tu gazete chcieliscie ;]
a tak na powaznie to wszytsko chyba powiedziane czlowiek czuje sie bezpieczniej za monitorem bo w ryj nie dostanie za to co powie, I obojetne czy bedzie sie wozil czy zarywal na czacie, i nie mowie tego ze swoich doswiadczen tylko takie przemyslenia... ;]
Temat: Kapuściński Ryszard - 26 bajek z Afryki

Książka "26 bajek z Afryki" to wyjątkowy album ilustrowany zdjęciami Ryszarda Kapuścińskiego. Wspaniałe fotografie afrykańskich dzieci łączą w sobie wnikliwość reporterskiej obserwacji z wrażliwością na kulturę Czarnego Lądu. Książa zawiera autentyczne afrykańskie bajki, z krajów które odwiedził znany reportażysta.
Niestety - poza tym co napisała "Gazeta Wyborcza" (dosyć zdawkowo zresztą) vide: http://serwisy.gazeta.pl/...00,3950174.html - zbyt wiele wiadome mi o tej pozycji nie jest.
Wydaje się jednak, że zarówno dla miłośników Kapuścińskiego, jak i dla pozostałych czytelników może być naprawdę interesująca
Ukaże się w poniedziałek 5-marca; cena: 24,90
W najbliższą zaś sobotę - na Zamku Królewskim w Warszawie - otwarcie wystawy fotografii Ryszarda Kapuścińskiego "Ludzie, których spotkałem"
Temat: Grand Press Photo
Wczoraj wreczanie nagród, a dziś odbieranie
Organizator Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Prasowej Grand Press Photo 2007 zdecydował, że jeden z laureatów - Piotr Skórnicki (”Gazeta Wyborcza Poznań”) - straci obie przyznane mu nagrody, ponieważ przesyłając zdjęcia na konkurs, dokonał fotomontażu na jednym z nich, naruszając regulamin - informuje serwis press.pl
Serwis ten poinformował również, że decyzją Piotra Wójcika, szefa działu foto "Gazety Wyborczej", Skórnicki został zwolniony...
wiecej na onet.pl >> http://wiadomosci.onet.pl/1537612,327,item.html
Temat: Grand Press Photo 2007 PL
Grand Press Photo - zwolniono fotografa, który dokonał fotomontażu.
Decyzją Piotra Wójcika, szefa działu foto "Gazety Wyborczej", zwolniony został fotoreporter poznańskiego oddziału "Gazety", który dokonał fotomontażu zdjęcia wysłanego na konkurs Grand Press Photo - informuje serwis press.pl.
Fotografia zdobyła II miejsce w kategorii "Przyroda". Autor zrezygnował z nagrody. Zdjęcie zostało cyfrowo zmodyfikowane. Prawdopodobnie część ptaków została skopiowana i wklejona w inne miejsca na zdjęcie - informuje serwis gazetawyborcza.pl.
Temat: NASZA-KLASA.pl - opinie o serwisie
W lutym dziennikarze Gazety Wyborczej zauważyli, że wśród milinów użytkowników Naszej-Klasy znalazł się syn burmistrza Łęcznej. Jedna z fotografii w jego profilu ukazywała w towarzystwie dwóch krótko ostrzyżonych kolegów, z rękami uniesionymi w faszystowskim geście "Sieg heil". Twarze młodzieńców były zasłonięte szalikami klubu Górnik Łęczna.
Burmistrz Łęcznej stwierdził, że jego syn jest dorosły i sam ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Fotografia zniknęła jednak z profilu po rozmowie burmistrza z dziennikarzami.
Jak informuje GW, prokuratura rejonowa w Lublinie wystąpiła już do serwisu Nasza-Klasa.pl z prośbą o informacje dotyczące profilu. Śledczy będą chcieli ustalić jak długo fotografia mogła być dostępna na witrynie i ile osób mogło ją obejrzeć. Za propagowanie faszyzmu grozi grzywna i kara ograniczenia lub pozbawienia wolności do lat dwóch.
Więcej w portalu Gazeta.pl: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5036740.html
Temat: Podwodny Sylwester w Centrum Warszawy - Zaproszenie
Artykuły ukażą się dopiero w piątek, za to będą obszerniejsze i w kilku
gazetach jednocześnie,
pozdrawiam,
i.
W jutrzejszym (tzn. 30 grudnia, czwartek) Życiu Warszawy i bodjaże w Gazecie
Wyborczej będzie opis imprezy wraz ze zdjęciami, nurkowie dziś tam pozowali
do
do sesji fotograficznej, :-).
i.
| Grupa płetwonurków związana z Akademickim Klubem Podwodnym pożegna Stary
Rok
| nurkując w jeziorku w Parku Szczęśliwickim 31 grudnia o godzinie 12 (w
| południe).
| Spotkanie to ma charakter niekomercyjny (wstęp wolny), a dla przechodniów
| zostały przygotowane liczne atrakcje, m. in. pokaz sprzętu nurkowego.
Biorący
| udział w tym happeningu nurkowie są nastawieni na rozmowy przede wszystkim
z
| dzećmi i młodzieżą, chętnie opowiedzą im o swoich podwodnych przygodach.
| Dlatego wybierając się na to spotkanie zabierzcie ze sobą swoje pociechy!
| Impreza może się odbyć dzięki urzędnikom gminy, którzy na prośbę wydali
| stoswne zezwolenie, :-).
| Zapraszamy na sylwestrowy spacer na Szczęśliwice!
| Jacek Kurzątkowski
| skype: crazy_boss, gg 3963783, http://www.shark.net.pl
| Na skołatane nerwy nurkowanie jest lepsze niż psychotropy!
| --
| Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Temat: Czy mozna dzis sfotografowac obiekt w chwili 380tys lat po WW?
Dzis w Gazecie Wyborczej ukazal sie artykul pokazujacy zdjecia, jakie
zarejstrowala sonda kosmiczna NASA (o nazwie WMAP).
( Link do artykulu: http://www1.gazeta.pl/nauka/1,34148,1322855.html )
Moje watpliwosci wzbudzilo zdjecie pokazujace kosmos sprzed prawie 13,7 mld
lat - czy jest w ogole mozliwe dzisiaj sfotografowac obiekt w chwili 380
tysiecy lat po Wielkim Wybuchu?
Jesli dzis mozemy ogladac obiekt, ktory ma 380 tysiecy lat (scislej: tak
wygladal 380 tysiecy lat po Wielkim Wybuchu), to zaledwie 380 tysiecy lat
temu ogladajac ten sam obiekt moznaby ogladac sam Wielki Wybuch! I wiecej,
chwile wczesniej moznaby ogladac moment tuz przed Wielkim Wybuchem!
Czy jest w tym rozumowaniu jakis blad?
--
pzdr
lamparlt
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -http://www.gazeta.pl/usenet/
A jeśli jutro zostanie ogłoszona i uznana przez świat nauki nowa teoria która
zaprzeczy istnieniu Wielkiego Wybuchu? (inna interpretacjia przesunięcia linii
widmowych odległych obiektów) to czym wówczas będą te zdjęcia?
Po prostu fotografią odległych obiektów których światło dotarło do naszej
planety po wielu milionach lat. Niczym więcej.
Temat: Merlin.pl chce budować internetowy koncern
Jak informuje Gazeta Wyborcza, Merlin.pl zapowiada budowę dużej internetowej grupy handlowej z różnym asortymentem. Dawna księgarnia zaczęła od przejęcia sklepu ze sprzętem foto-wideo e-cyfrowe.pl
Największy polski e-sklep kupił większościowy (57 proc.) pakiet udziałów warszawskiej firmy Presco Media prowadzącej witrynę e-Cyfrowe.pl. Przejęty serwis handlujący od czterech lat cyfrowym sprzętem foto-wideo (w ub. roku miał przychody 13,5 mln zł, na ten rok prognozuje 17 mln zł), dostanie od Merlina wsparcie finansowe (początkowo 1 mln zł z emisji nowych udziałów) na marketing, rozwój technologiczny i promocję. Będzie nadal działał pod własną marką.
Według wiceprezesa Merlina Krzysztofa Jerzyka przejęcie to element nowej strategii warszawskiej spółki kojarzonej do niedawna przede wszystkim z internetową księgarnią (firma zaczynała karierę w e-handlu od książek, a potem płyt CD i filmów).
gazeta.pl
Temat: Nie tylko samochody ale i autobusy są niszczone...
W dzisiejszym papierowym wydaniu Wyborczej na pierwszej stronie zamieszczona
jest fotografia przedstawiająca zniszczenia wywołane przez buntujących sie na
przedmiesciach Paryża chuliganów. Na ow zdjeciu widać spalone autobusy
miejskie. Próbowałem na netowej stronie Gazety znależć tą fotke ale jakos nie
mogę na nią trafić ...
Ponizej linki do fotek z debilizmu:
http://serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35077,2996169.html?x=9
http://fakty.interia.pl/gal/galeria?galId=5646&photoId=197937&nxt=23
http://fakty.interia.pl/gal/galeria?galId=5646&photoId=197937&nxt=23
Temat: Jak i gdzie założyć swojego fotobloga?
Poza tym bardzo ostro potraktowałeś picase, a przyznam szczerze, że i ja z niej korzystam i ogólnie nie narzekam
Ja patrze z troche innej strony na to.
Jako ze mam wolne lacze internetowe (komorka) bolesnie odczuwam kazdy wolniejszy serwer, a niestety ani devianart, ani picassa do demonow nie naleza.
Nie lubie takze galerii we flashu i z duza iloscia java scriptu.
Do wiekszosci galerii zagladam w ten sposob, ze wchodze na strone glowna galerii uzytkownika, a nastepnie klikam ciekawiace mnie miniatury srodkowym klawiszem myszki (aby ich wieksze wersje otworzyly sie na nowej zakladce). W ten sposob otwieram np. 10 zdjec i czekam az sie zaladuja, a ja w tym czasie sobie robie cos innego. W przypadku picassy nie mam takiej mozliwosci. Musze otworzyc jeden obrazek, poczekac az sie zaladuje, potem otworzyc drugi, czesto wrocic do galerii glownej i wybrac inny ciekawiacy mnie obrazek... Sa to cholernie upierdliwe i meczace czynnosci.
Co do miejsc, gdzie mozna umiescic swoje zdjecia, to jest jeszcze:
- Onet foto
- fotosik
- fotoforum Gazety Wyborczej
- garnek.pl
- dfv.pl
- plfoto.com
Adresy trzech pierwszych trzeba sobie wygooglac, poniewaz nazwy podaje z glowy, bo nie korzystam, lub korzystam sporadycznie z ich uslug.
dfv to strona czasopisma o fotografii, a plfoto.com to jeden z najwiekszych portali sluzacych publikacji i ocenie zdjec. Generalnie nie polecam takich serwisow poczatkujacym, bo rzadko na takich forach mozna uzyskac konkretne uwagi i komentarze.
Temat: o wszystkim
Fizyka? <sciana> zawsze i wszędzie.
---
"Grand Press Photo - zwolniono fotografa, który dokonał fotomontażu"
- Decyzją Piotra Wójcika, szefa działu foto "Gazety Wyborczej", zwolniony został fotoreporter poznańskiego oddziału "Gazety", który dokonał fotomontażu zdjęcia wysłanego na konkurs Grand Press Photo - informuje serwis press.pl.
http://wiadomosci.onet.pl/1537467,327,item.html
No to sobie nasi blendersi forumowi też by tam nie popracowali w przyszłości. Pokusa modyfikowania byłaby zapewne zbyt silna.
Temat: Podwodny Sylwester w Centrum Warszawy - Zaproszenie
W jutrzejszym (tzn. 30 grudnia, czwartek) Życiu Warszawy i bodjaże w Gazecie
Wyborczej będzie opis imprezy wraz ze zdjęciami, nurkowie dziś tam pozowali do
do sesji fotograficznej, :-).
i.
Grupa płetwonurków związana z Akademickim Klubem Podwodnym pożegna Stary Rok
nurkując w jeziorku w Parku Szczęśliwickim 31 grudnia o godzinie 12 (w
południe).
Spotkanie to ma charakter niekomercyjny (wstęp wolny), a dla przechodniów
zostały przygotowane liczne atrakcje, m. in. pokaz sprzętu nurkowego.
Biorący
udział w tym happeningu nurkowie są nastawieni na rozmowy przede wszystkim z
dzećmi i młodzieżą, chętnie opowiedzą im o swoich podwodnych przygodach.
Dlatego wybierając się na to spotkanie zabierzcie ze sobą swoje pociechy!
Impreza może się odbyć dzięki urzędnikom gminy, którzy na prośbę wydali
stoswne zezwolenie, :-).
Zapraszamy na sylwestrowy spacer na Szczęśliwice!
Jacek Kurzątkowski
skype: crazy_boss, gg 3963783, http://www.shark.net.pl
Na skołatane nerwy nurkowanie jest lepsze niż psychotropy!
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Temat: Fakty - mapa
Kto widzial w Faktach ta mape fotograficzna Wroclawia?
Wyglada super - ma byc dostepna od wrzesnia podobno
Nie ogladalem Faktow, ale pewni mowili o tej mapie:
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3457695.html
Zwazywszy na to, ze za darmo mozna uzyskac niezly efekt przy pomocy Google
Maps, to za 3.6 mln zlotych nalezy spodziewac sie cudow.
Temat: Sportowy serwis internetrowy
A co sądzicie o tym obiektywie EF 70-300 f/4-5.6 IS USM ??
Bedzie sie nadawał na robienie fotek na meczu.
Robie fotki najczesciej wieczorem na boisku na otwartym terenie przy swietle jupiterow.
Ja odpowiem Ci, że takim robie i pewnie każdy fotoreporter takim zaczynał... Na początek może być, ale musisz mieć świadomość, że zdjęć nawet na poziomie wyborczej miał nie będziesz. A chyba ta gazeta z ogólnopolskich ma najsłabszy serwis sport foto (przynajmniej w Krakowie). Do zdjęć Przeglądu Sportowego czy PAP to nie dojdziesz na takim aparacie nigdy. Bez 2,8 to możesz robić zdjęcia dla własnej satysfakcji, trenowania, wprawy itd. Walisz ISO 1600 (w Canonie jest na całkiem przyzwoitym poziomie). Jednak jak przypadkiem na jakimś meczu użyczy Ci ktoś z innej gazety na chwilkę obiektywu 2,8 i oglądniesz w domu różnicę w zdjęciach to zachorujesz tak samo jak ja na Canona 2,8 L. Pozdrawiam i powodzenia.
Temat: Google Phone trafi na rynek w połowie 2008 r.?
Od dłuższego czasu w sieci trwają spekulacje na temat GPhone’a, telefonu komórkowego, nad którym rzekomo pracuje Google. Z najnowszych doniesień Gazety Wyborczej, która powołuje się na amerykański dziennik "The Wall Street Journal"wynika, że wciągu dwóch tygodni Google ujawni swoje plany. Ostatnio w mediach toczyły się dyskusje, ż tak naprawdę nigdy nie zobaczymy na własne oczy telefonu Google'a. GPhone to jedynie nazwa projektu oprogramowania i interfejsu, a Google przez cały czas stroił sobie żarty nie tylko z użytkowników, ale i producentów. Osławiony GPhone to tylko sprytnie nazwany projekt na oprogramowanie i interfejs - czytamy na blogu komorkomania.pl
GPhone okazuje się sztuczką marketingową internetowego potentata. Firma utrzymywała wszystkich w przekonaniu, że na rynek trafi zaawansowane technologicznie urządzenie. Według Valleywag posunęła się nawet do kłamstwa, sugerując, że kupiła od HTC prototypy GPhona.
Informacje ma potwierdzać jeden z redaktorów serwisu Valleywag, który przebywając na konferencji Web 2.0, na własne uszy słyszał rozmowę przedstawiciela Foxconn z wiceprezes Google. Tajwański koncern nalegał na współpracę nad Google Phonem, ale jedyne co usłyszał to, że firma nie robi takiego urządzenia.
O zakusach e-giganta na wejście na rynek telekomunikacyjny mówi się od dawna. Media donosiły o nowym telefonie do rozmawiania, ale przede wszystkim do surfowania po internecie. Jednak w przeciwieństwie do sprzedawanych obecnie komórek przez gPhone lub jak ktoś woli Gphone, mamy rozmawiać za darmo. W zamian będziemy tylko musieli odebrać kilka wybranych reklam internetowych (graficznych i dźwiękowych ’mobile advertising’). Póki co funkcje oraz wygkląd telefonu Google'a pozostają tajemnicą, bo Google dotąd nie puściło pary z ust. Jednak jak podał wczoraj dziennik "WSJ", w ciągu dwóch tygodni koncern ujawni swoje plany, czytamy w Gazecie. Telefony miałyby trafić na rynek w połowie 2008 r., wśród partnerów e-giganta wymienia się tajwańskiego producenta HTC i koreańskie LG, a także operatorów: T-Mobile USA, Orange i sieć 3 należącą do koncernu Hutchison Whampoa.
Nowy smartphone ma pracować pod kontrolą systemu Linux, mieć duży kolorowy wyświetlacz, klawiaturę qwerty, oraz chipset Qualcomm (Edge ‘2.75G’). W gadżecie na pewno znajdzie się miejsce na powszechne dzisiaj multimedia: odtwarzacz mp3 oraz aparat fotograficzny. Nie byłoby dziwne, gdyby urządzenie wyposażono także w GPS lub aplikację do nawigacji, bazującą na zasobach GoogleEarth oraz GoogleMaps.
System operacyjny telefonów ma być też otwarty na zewnętrznych programistów, tak by mogli oni na własną rękę stworzyć aplikacje działające na googlephone'ach.(ź)komorkomania.pl, Gazeta Wyborcza
Temat: Płatne w naturze.
Jednym z najciekawszych zjawisk naszych czasów jest dostępność znakomitych produtków software'owych bez opłat. Czy to jako darmowe oprogramowanie do ściągnięcia z Internetu, czy to jako darmowe serwisy online - na świecie dostępne są tysiące, jeśli nie miliony aplikacji, z których możemy korzystać.
Rozróżnijmy jednak wyraźnie: "bez opłat" nie oznacza "za darmo". Waluta, w której dokonujemy "płatności" nie jest może dolarem amerykańskim ani złotym polskim, niemniej nieomal zawsze jakaś forma płatności jest.
Najuczciwiej sprawę stawia licencja freeware: możesz korzystać bez opłat i bez żadnych gwarancji. Open source jest nieco bardziej restrykcyjne: udostępniamy ci źródła, ale jeśli coś napiszesz na ich podstawie, musi to być także dostępne na podobnych zasadach. Cała masa producentów oprogramowania "darmowego" w ten czy inny sposób każe jednak płacić użytkownikowi.
Duża część serwisów online umieszcza reklamy i z tego żyje. W najlepszym przypadku reklamy te dobierane są stosownie do zawartości wyświetlanej strony. W gorszym - stosownie do profilu użytkownika, który jest zawarty w jego plikach cookie. Tak więc konsumując darmową zawartość, jednocześnie dzielimy się informacją o sobie - i jest to "waluta", którą płacimy dostawcy.
Jeszcze inaczej jest w przypadku serwisów Web 2.0. Od momentu, gdy spostrzeżono, że użytkownicy Internetu chętnie tworzą zawartość, która jest atrakcyjna dla innych użytkowników, producenci "darmowych" programów i serwisów traktują tego rodzaju twórczość jako znakomite uzupełnienie zawartości oferowanej w płatnych serwisach. Kiedy wczytać się w warunki Foto Forum portalu Gazeta.pl można zauważyć zdanie: zamieszczenie jakichkolwiek materiałów, w tym zdjęć na stronie Serwisu FotoForum jest równoznaczne z ich publicznym udostępnieniem. Czyli, proszę się nie dziwić jak znajdą je Państwo w "Gazecie Wyborczej". Jeszcze dalej idzie serwis Picasa Web Albums: Użytkownik udziela Google niewyłącznej, wolnej od opłat licencyjnych i obowiązującej na całym świecie licencji na kopiowanie, przystosowywanie, rozpowszechnianie i publikowanie Treści. Podobne sformułowania można znaleźć m.in. w YouTube.
Jak wiadomo, nie ma darmowego obiadu. Trudno oczekiwać, że firmy będą udostępniać swoje serwery, łącza i technologie, nie oczekując niczego w zamian. Ale marzy mi się, że ktoś zacznie przeliczać koncesje, których udzielamy producentowi oprogramowania, na jakieś "dolary przeliczeniowe". Wtedy będziemy mogli jednoznacznie porównać co się bardziej opłaca: oprogramowanie komercyjne czy darmowe.
Computerworld
Temat: Co dalej z miejską rzeźnią?
A jedna inni mogą
Zabytkowa cementownia w Będzinie Grodźcu za sprawą zastrzyku europejskich pieniędzy dostała szansę na drugie życie. Powstaną w niej galeria sztuki i lofty
Cementownia w Będzinie Grodźcu umarła w 1979 roku. Do upadku zakładu przyczyniła się fedrująca w pobliżu kopalnia Grodziec. Szkody górnicze były tak duże, że nie było innego wyjścia i zakład musiał zostać zamknięty. Władze Będzina wpisały co prawda ponadstuletni zakład na listę zabytków z okresu międzywojnia, ale niczego tym nie osiągnęły. Cementownia niszczeje. Przeżarte czasem mury porasta zieleń. Spomiędzy cegieł wystają korzenie, a na dachach rosną drzewa.
Do niedawna ruinami interesowali się tylko fotograficy. Budynki świetnie sprawdzały się jako tło sesji zdjęciowych, a postindustrialne plenery z Grodźca zasiliły strony internetowe wielu portali poświęconych fotografii przemysłowej.
- To jedno z piękniejszych atelier w całym województwie - mówi fotograf amator o pseudonimie "Dosiu", mieszkaniec Będzina. - Urokliwy teren, kominy, ślady działalności natury na betonie, piękna tego terenu po prostu nie da się opisać - dodaje.
Teraz jest szansa, że cementownia w Grodźcu ożyje. Będzin został zaproszony do międzynarodowego programu INTERREG IVB w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Na projekt reanimacji cementowni Unia Europejska chce wyłożyć 80 proc. z 360 tys. zł. - Za te pieniądze stworzymy szczegółowy plan rozwoju tych terenów i zainteresować nimi inwestorów - mówi Marzena Karolczyk, rzeczniczka prasowa będzińskiego magistratu.
Architekt Łukasz Wesołowski sądzi, że zainteresowanie będzie spore. - To doskonale miejsce np. pod budowę loftów. Ekstrawaganckie połączenie ruin z nowoczesnymi mieszkaniami bez problemu przyciągnie równie ekstrawaganckich potencjalnych lofciarzy. Mogą tu także powstać kompleks handlowo-rozrywkowy, pracownia artystyczna czy ministudio filmowe.
Do tej wyliczanki władze Będzina dopisują jeszcze szlak przemysłowy dla turystów. Cementownię można by dosłownie ożywić i pokazywać odwiedzającym, jak w okresie międzywojennych wyrabiało się tutaj cement. Urzędnicy marzą, żeby cementownia stała się miejscem organizacji największych w regionie koncertów plenerowych. Chcą tu także uruchomić galerię sztuki.
Jesienią władze Będzina chcą zorganizować warsztaty, podczas których powstanie plan zagospodarowania Grodźca, a pomysły, które do tej pory siedziały tylko w urzędniczych głowach, zostaną zrealizowane.Serwis inwestycje poleca: Pole golfowe na gruzach bytomskich kopalń
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
Temat: Wytną jeszcze ponad 400 pomnikowych drzew w Puszczy Białowieskiej!!!!!!!!!!!!!!!!!
Witam
bo grupa jest czytana przez stosunkowo małe gremium. Spróbujcie wrzucić to
Naj
Jak poinformował [ informacja LP w tej sprawie] dnia 24. 11. 2003 rzecznik
prasowy Lasów Państwowych z Białegostoku, leśnicy wycięli dęby w
rezerwacie w
Puszczy Białowieskiej dbając o obronność kraju a do wycięcia
przeznaczonych
jest jeszcze 422 drzewa w wieku ponad 100 lat – tylko w jednym
Nadleśnictwie
Białowieża. Dlatego, że rosną w strefie przygranicznej. Ile dodatkowo
pomnikowych drzew zostanie wyciętych w odległości większej niż 15 m od
granicy,
tego nie wiemy. Spośród 7 ujawnionych przez Gazetę Wyborczą aż trzy rosły
ponad
100 m. od granicy. Wycięto je – według pisma rzecznika Lasów
Państwowych –
bo „były martwe i zagrażały bezpieczeństwu ludzi pracujących przy
porządkowaniu
pasa granicznego”. Nikt dziś nie stwierdzi czy były martwe czy nie
(ciekawe
dlaczego na pozostawionym czubie były liście?), ale to, w przypadku
rezerwatu i
tak nie ma żadnego znaczenia.
Przy okazji: wyjaśnienie, że wycięte dęby w roku 2002, o których wspomina
się w
artykule w GW to były złomy i wywroty mija się z prawdą. Mamy bogatą
dokumentację fotograficzną. To nie były wywroty ani złomy.
Czy słowa ministrów Cimoszewicza i Janika sprzed roku, że ani jeden dąb
nie
zostanie wycięty w związku z umacnianiem granicy były pustą frazeologią?
Czy
wycinane drzewa naprawdę mają coś wspólnego z obronnością kraju? Czy
społeczeństwo się na to zgadza? Czy można ludziom wszystko wciskać?
Redagując tę stronę nie jesteśmy obojętni. Chcemy chronić przyrodę.
Prosimy o
pomoc. Mówcie NIE dalszej dewastacji Puszczy Białowieskiej. Każdy może coś
w
tej sprawie zrobić.
Redakcja Leszy.
Adres www Leszy:
www.republika.pl/puszcza_bialowieska
W imieniu Leszy informację tą na sci leśnictwo umieścił
ekoplaneta
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Temat: Generali wprowadz szybką likwidacje szkód
przegląd prasy / internetu 14.5.2007
Jest pierwsza “czerwona karta”
Kategorie: » ubezpieczenia » likwidacja szkód komunikacyjnych
Generali - jako pierwsza firma na polskim rynku - wprowadziła szybki serwis likwidacji szkód komunikacyjnych Autocasco (AC), tzw. czerwoną kartę – informuje “Gazeta Wyborcza”. Generali T.U. S.A., które do tej pory nie należało do potentatów w ubezpieczeniach komunikacyjnych i zaczynało od OC. Postawiło jednak na bezzwłoczną likwidację szkody AC na miejscu zdarzenia! Do tego zaoferowało wypłatę odszkodowania w ciągu maksymalnie 48 godzin. W wypadku uszkodzenia samochodu jego właściciel mający polisę Generali Autocasco telefonuje pod całodobowy numer infolinii, może też wejść na stronę internetową towarzystwa lub udać się do oddziału. Rozpoczyna się proces likwidacji - szkoda zostaje zarejestrowana przez konsultanta, a rzeczoznawca niezwłocznie umawia się z klientem w celu przeprowadzenia oględzin. To klient wybiera czas i miejsce - może to być miejsce zdarzenia. Podczas oględzin rzeczoznawca (przyjeżdża oznakowanym autem i w firmowym kombinezonie) sporządza dokumentację szkody cyfrowym aparatem fotograficznym i za pomocą laptopa z oprogramowaniem do kalkulacji wysokości szkód komunikacyjnych ustala wartość odszkodowania. Sporządzony na miejscu wydruk klient otrzymuje do akceptacji. Jeśli kalkulacja szkody nie przekracza 3 tys. zł, a klient zaakceptował wycenę, to rzeczoznawca na miejscu oględzin wręcza mu kartę płatniczą Generali typu Visa Elektron. Karta (z numerem PIN w kopercie) jest gwarancją wypłaty odszkodowania i zostaje zasilona przyznaną kwotą w ciągu 48 godzin. Co ważne, karta jest powszechnie akceptowana i umożliwia wypłatę bez prowizji we wszystkich bankomatach w Polsce (by ułatwić operację kwota przelewana na kartę, zaokrąglana jest do 10 zł w górę, na korzyść klienta). Oczywiście klient może też wybrać formy tradycyjne: przelew na konto lub odbiór gotówki w oddziale. Karta nie wymaga pośpiechu w realizacji - ważna jest rok czasu bez dodatkowych prowizji, można nią też płacić w ponad 150 tys. punktów handlowo-usługowych.
Temat: Nasza-klasa.pl superstar
Policjanci dekonspirują się w serwisie nasza-klasa.pl
Chodzi o to, że nieodpowiedzialni mundurowi wklejają na portal nasza-klasa zdjęcia ze szkół, które pokończyli. - To jest dekonspiracja tajnych funkcjonariuszy - mówią doświadczeni policjanci.
Portal nasza-klasa.pl ma już rok, blisko trzy miliony zarejestrowanych użytkowników, kilkadziesiąt tysięcy szkół. Wśród nich są także te, które skończyli policjanci - w Szczytnie, Poznaniu, Katowicach czy Pile. Mundurowi dopisują się do swoich klas - często o profilu operacyjnym, dochodzeniowym czy rozpoznawczym - i wklejają zdjęcia swoje i kolegów. "Ścigam złych ludzi" - napisał w rubryce "o sobie" Marek, absolwent operacyjno-rozpoznawczej podyplomówki w Pile.
Uważajcie, bo przestępcy też tam klikają
Starsi stażem policjanci są oburzeni zachowaniem adeptów. Na internetowym forum policyjnym piszą, że baza danych o policjantach i ich znajomych może posłużyć przestępcom do rozpoznania i namierzenia funkcjonariusza. Mówią o specjalnych katalogach policjantów tajniaków robionych przez pseudokibiców.
Niconus (policjant z dwunastoletnim stażem), który na portalu nasza-klasa zobaczył swoje zdjęcie zrobione w szkole w Katowicach, alarmuje: Niezła galeria. Wśród nich jest kilka osób, które pracują dziś w sekcji kryminalnej. Jakie z nich teraz tajniaki? Ci, którym nie przeszkadza, że zdjęcia są publikowane w necie, nie nadają się do pracy w policji, albo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Życzę, by nic im się nie wydarzyło. Na razie co drugi dzień usuwam zdjęcia, na których jestem, a nikt mnie o zgodę nie pytał. Nie mam zamiaru się ujawniać, bo od tego zależy moje życie.
Maxim: Nie chciałbym być w skórze kogoś, kto zostanie rozpoznany. Ten serwis na bank jest monitorowany przez przestępców. Są na tym forum osoby, które nie zdają sobie sprawy z tego, jak drobna informacja o imieniu czy choćby rasie hodowanego przez policjanta psa może zagrozić życiu jego i jego rodziny.
Zbigniew Urbański, z biura prasowego Komendy Głównej: Zarejestrowałem się na portalu nasza-klasa. Wkleiłem swoje dwa zdjęcia. Ale wpisałem się tylko do podstawówki w Gostyniu. Chciałem odnowić kontakt z osobami, których nie widziałem kilkanaście lat. Nie dopisałem się do żadnej szkoły policyjnej, choć ukończyłem ich kilka. Ludzie wiedzą, że jestem policjantem, ale na portalu chcę być cywilem.
Tajniak nie może wpaść w tak głupi sposób
Zdaniem Mariusza Sokołowskiego, rzecznika komendanta głównego, zamieszczenie zdjęć w portalu jest indywidualną sprawą każdego policjanta. - Ale jeśli doda zdjęcia kolegów bez ich zgody, może mieć problem - zastrzega. - Jeśli mogło to w jakikolwiek sposób pomóc w identyfikacji policjanta operacyjnego, przeprowadzimy postępowanie wyjaśniające, a policjant może liczyć się z karą - dodaje.
Komenda nie zamierza weryfikować zdjęć wrzucanych przez uczniów policyjnych szkół. - Ale zareagujemy na oficjalne zgłoszenie każdego funkcjonariusza - obiecuje Sokołowski. I apeluje do mundurowych, by wykazali się ostrożnością i nie dołączali zdjęć grupowych ze szkoleń i szkół.
Jednak wysoki rangą oficer z woj. lubuskiego uważa, że sam apel nie wystarczy. - Komenda główna powinna zobligować szefów szkół, żeby przestrzegali absolwentów przed robieniem wspólnych zdjęć. O problemie i karach powinni mówić na odprawach także komendanci jednostek. Tajniak ma za dużo do stracenia, żeby "wpaść" w taki głupi sposób - tłumaczy. Skontaktowaliśmy się z administratorami portalu nasza-klasa.pl. Twierdzą, że nie usunęli ani jednego zdjęcia umundurowanych funkcjonariuszy, bo nie było takich próśb.
Usuwamy z portalu pornografię i agresję
- W portalu jest ponad 20 milionów zdjęć, każdego dnia pojawia się kilkadziesiąt tysięcy nowych fotografii. Liczby te obrazują, że jako serwis nie mamy możliwości weryfikacji każdej fotografii - tłumaczy Maciej Pajęcki, dyrektor działu obsługi użytkownika. Zapewnia, że usuwane są z portalu na bieżąco wszystkie zdjęcia związane z nadużyciami (pornografią, obrazą uczyć religijnych, agresją). - Dziennie jest ich kilkaset - mówi Pajęcki. - Tygodniowo otrzymujemy także kilka postanowień z prokuratury o udzielenie informacji o jakimś użytkowniku. Głównie chodzi o groźby i pomówienia.
Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów
http://miasta.gazeta.pl/zielonagora/1,3 ... 73076.html
Temat: Policjanci się dekonspirują
w znanym portalu społecznościowym - pisze GazWyb.
http://miasta.gazeta.pl/g...44,4773076.html
Policjanci dekonspirują się w serwisie nasza-klasa.pl
Maja Sałwacka2007-12-18, ostatnia aktualizacja 2007-12-18 12:24
Chodzi o to, że nieodpowiedzialni mundurowi wklejają na portal nasza-klasa zdjęcia ze szkół, które pokończyli. - To jest dekonspiracja tajnych funkcjonariuszy - mówią doświadczeni policjanci.
Portal nasza-klasa.pl ma już rok, blisko trzy miliony zarejestrowanych użytkowników, kilkadziesiąt tysięcy szkół. Wśród nich są także te, które skończyli policjanci - w Szczytnie, Poznaniu, Katowicach czy Pile. Mundurowi dopisują się do swoich klas - często o profilu operacyjnym, dochodzeniowym czy rozpoznawczym - i wklejają zdjęcia swoje i kolegów. "Ścigam złych ludzi" - napisał w rubryce "o sobie" Marek, absolwent operacyjno-rozpoznawczej podyplomówki w Pile.
Uważajcie, bo przestępcy też tam klikają
Starsi stażem policjanci są oburzeni zachowaniem adeptów. Na internetowym forum policyjnym piszą, że baza danych o policjantach i ich znajomych może posłużyć przestępcom do rozpoznania i namierzenia funkcjonariusza. Mówią o specjalnych katalogach policjantów tajniaków robionych przez pseudokibiców.
Niconus (policjant z dwunastoletnim stażem), który na portalu nasza-klasa zobaczył swoje zdjęcie zrobione w szkole w Katowicach, alarmuje: Niezła galeria. Wśród nich jest kilka osób, które pracują dziś w sekcji kryminalnej. Jakie z nich teraz tajniaki? Ci, którym nie przeszkadza, że zdjęcia są publikowane w necie, nie nadają się do pracy w policji, albo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Życzę, by nic im się nie wydarzyło. Na razie co drugi dzień usuwam zdjęcia, na których jestem, a nikt mnie o zgodę nie pytał. Nie mam zamiaru się ujawniać, bo od tego zależy moje życie.
Maxim: Nie chciałbym być w skórze kogoś, kto zostanie rozpoznany. Ten serwis na bank jest monitorowany przez przestępców. Są na tym forum osoby, które nie zdają sobie sprawy z tego, jak drobna informacja o imieniu czy choćby rasie hodowanego przez policjanta psa może zagrozić życiu jego i jego rodziny.
Zbigniew Urbański, z biura prasowego Komendy Głównej: Zarejestrowałem się na portalu nasza-klasa. Wkleiłem swoje dwa zdjęcia. Ale wpisałem się tylko do podstawówki w Gostyniu. Chciałem odnowić kontakt z osobami, których nie widziałem kilkanaście lat. Nie dopisałem się do żadnej szkoły policyjnej, choć ukończyłem ich kilka. Ludzie wiedzą, że jestem policjantem, ale na portalu chcę być cywilem.
Tajniak nie może wpaść w tak głupi sposób
Zdaniem Mariusza Sokołowskiego, rzecznika komendanta głównego, zamieszczenie zdjęć w portalu jest indywidualną sprawą każdego policjanta. - Ale jeśli doda zdjęcia kolegów bez ich zgody, może mieć problem - zastrzega. - Jeśli mogło to w jakikolwiek sposób pomóc w identyfikacji policjanta operacyjnego, przeprowadzimy postępowanie wyjaśniające, a policjant może liczyć się z karą - dodaje.
Komenda nie zamierza weryfikować zdjęć wrzucanych przez uczniów policyjnych szkół. - Ale zareagujemy na oficjalne zgłoszenie każdego funkcjonariusza - obiecuje Sokołowski. I apeluje do mundurowych, by wykazali się ostrożnością i nie dołączali zdjęć grupowych ze szkoleń i szkół.
Jednak wysoki rangą oficer z woj. lubuskiego uważa, że sam apel nie wystarczy. - Komenda główna powinna zobligować szefów szkół, żeby przestrzegali absolwentów przed robieniem wspólnych zdjęć. O problemie i karach powinni mówić na odprawach także komendanci jednostek. Tajniak ma za dużo do stracenia, żeby "wpaść" w taki głupi sposób - tłumaczy. Skontaktowaliśmy się z administratorami portalu nasza-klasa.pl. Twierdzą, że nie usunęli ani jednego zdjęcia umundurowanych funkcjonariuszy, bo nie było takich próśb.
Usuwamy z portalu pornografię i agresję
- W portalu jest ponad 20 milionów zdjęć, każdego dnia pojawia się kilkadziesiąt tysięcy nowych fotografii. Liczby te obrazują, że jako serwis nie mamy możliwości weryfikacji każdej fotografii - tłumaczy Maciej Pajęcki, dyrektor działu obsługi użytkownika. Zapewnia, że usuwane są z portalu na bieżąco wszystkie zdjęcia związane z nadużyciami (pornografią, obrazą uczyć religijnych, agresją). - Dziennie jest ich kilkaset - mówi Pajęcki. - Tygodniowo otrzymujemy także kilka postanowień z prokuratury o udzielenie informacji o jakimś użytkowniku. Głównie chodzi o groźby i pomówienia.
Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów
Temat: www.nasza-klasa.pl
"Policjanci dekonspirują się w serwisie nasza-klasa.pl"
Chodzi o to, że nieodpowiedzialni mundurowi wklejają na portal nasza-klasa zdjęcia ze szkół, które pokończyli. - To jest dekonspiracja tajnych funkcjonariuszy - mówią doświadczeni policjanci.

Portal nasza-klasa.pl ma już rok, blisko trzy miliony zarejestrowanych użytkowników, kilkadziesiąt tysięcy szkół. Wśród nich są także te, które skończyli policjanci - w Szczytnie, Poznaniu, Katowicach czy Pile. Mundurowi dopisują się do swoich klas - często o profilu operacyjnym, dochodzeniowym czy rozpoznawczym - i wklejają zdjęcia swoje i kolegów. "Ścigam złych ludzi" - napisał w rubryce "o sobie" Marek, absolwent operacyjno-rozpoznawczej podyplomówki w Pile.
Uważajcie, bo przestępcy też tam klikają
Starsi stażem policjanci są oburzeni zachowaniem adeptów. Na internetowym forum policyjnym piszą, że baza danych o policjantach i ich znajomych może posłużyć przestępcom do rozpoznania i namierzenia funkcjonariusza. Mówią o specjalnych katalogach policjantów tajniaków robionych przez pseudokibiców.
Niconus (policjant z dwunastoletnim stażem), który na portalu nasza-klasa zobaczył swoje zdjęcie zrobione w szkole w Katowicach, alarmuje: Niezła galeria. Wśród nich jest kilka osób, które pracują dziś w sekcji kryminalnej. Jakie z nich teraz tajniaki? Ci, którym nie przeszkadza, że zdjęcia są publikowane w necie, nie nadają się do pracy w policji, albo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Życzę, by nic im się nie wydarzyło. Na razie co drugi dzień usuwam zdjęcia, na których jestem, a nikt mnie o zgodę nie pytał. Nie mam zamiaru się ujawniać, bo od tego zależy moje życie.
Maxim: Nie chciałbym być w skórze kogoś, kto zostanie rozpoznany. Ten serwis na bank jest monitorowany przez przestępców. Są na tym forum osoby, które nie zdają sobie sprawy z tego, jak drobna informacja o imieniu czy choćby rasie hodowanego przez policjanta psa może zagrozić życiu jego i jego rodziny.
Zbigniew Urbański, z biura prasowego Komendy Głównej: Zarejestrowałem się na portalu nasza-klasa. Wkleiłem swoje dwa zdjęcia. Ale wpisałem się tylko do podstawówki w Gostyniu. Chciałem odnowić kontakt z osobami, których nie widziałem kilkanaście lat. Nie dopisałem się do żadnej szkoły policyjnej, choć ukończyłem ich kilka. Ludzie wiedzą, że jestem policjantem, ale na portalu chcę być cywilem.
Tajniak nie może wpaść w tak ??? sposób
Zdaniem Mariusza Sokołowskiego, rzecznika komendanta głównego, zamieszczenie zdjęć w portalu jest indywidualną sprawą każdego policjanta. - Ale jeśli doda zdjęcia kolegów bez ich zgody, może mieć problem - zastrzega. - Jeśli mogło to w jakikolwiek sposób pomóc w identyfikacji policjanta operacyjnego, przeprowadzimy postępowanie wyjaśniające, a policjant może liczyć się z karą - dodaje.
Komenda nie zamierza weryfikować zdjęć wrzucanych przez uczniów policyjnych szkół. - Ale zareagujemy na oficjalne zgłoszenie każdego funkcjonariusza - obiecuje Sokołowski. I apeluje do mundurowych, by wykazali się ostrożnością i nie dołączali zdjęć grupowych ze szkoleń i szkół.
Jednak wysoki rangą oficer z woj. lubuskiego uważa, że sam apel nie wystarczy. - Komenda główna powinna zobligować szefów szkół, żeby przestrzegali absolwentów przed robieniem wspólnych zdjęć. O problemie i karach powinni mówić na odprawach także komendanci jednostek. Tajniak ma za dużo do stracenia, żeby "wpaść" w taki ??? sposób - tłumaczy. Skontaktowaliśmy się z administratorami portalu nasza-klasa.pl. Twierdzą, że nie usunęli ani jednego zdjęcia umundurowanych funkcjonariuszy, bo nie było takich próśb.
Usuwamy z portalu pornografię i agresję
- W portalu jest ponad 20 milionów zdjęć, każdego dnia pojawia się kilkadziesiąt tysięcy nowych fotografii. Liczby te obrazują, że jako serwis nie mamy możliwości weryfikacji każdej fotografii - tłumaczy Maciej Pajęcki, dyrektor działu obsługi użytkownika. Zapewnia, że usuwane są z portalu na bieżąco wszystkie zdjęcia związane z nadużyciami (pornografią, obrazą uczyć religijnych, agresją). - Dziennie jest ich kilkaset - mówi Pajęcki. - Tygodniowo otrzymujemy także kilka postanowień z prokuratury o udzielenie informacji o jakimś użytkowniku. Głównie chodzi o groźby i pomówienia.
Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów
Temat: WYSTAWA ASTROFOTOGRAFII POLSKIEJ!
Ustosunkuję się tylko do jednego akapitu.
Co więcej, organizowanie wystawy rzucając pomysł na forach astronomicznych i nie zapewniając sobie uprzednio, poprzez wcześniejsze uzgodnienia z kluczowymi osobami, które miałyby być "dawcami" prac na wystawę, uważam raczej za super dowcip. Najfajniej w sumie organizować jest wystawę cudzych prac ale ... może warto pomyśleć o wystawie swoich i wysiłki skierować w tym kierunku. Na takiej samej zasadzie ja mógłbym zorganizować wystawę psów (czarnych z białymi łapkami) - no co przecież chciałbym propagować miłość do zwierząt domowych. Można zgłaszać do mnie eksponaty a jako, że temat wystawy jest ciekawy to z pewnością zainteresuje się nim Gazeta Wyborcza, Dziennik i Życie Warszawy.
Nie mogę się z Tobą zgodzić. To jest utopia, fikcja. Powiem więcej - nie można być jednocześnie animatorem np. sztuki, malarstwa, i np. świetnym malarzem. Tak samo jest w fotografii, czy innych dziedzinach. Ludzie mają różne talenty. Jeżeli ktoś jest dobrym organizatorem, a średnim artystą, to nie można mu odmówić np. ogromnego wkładu w danej dziedzinie.
Znam wielu świetnych znawców fotografii. Poświęcili swoje życie do badania tej dyscypliny, do animowania całych środowisk, organizowania wystaw, promocji międzynarodowej. Stworzyli wielu znanych fotografów, tylko dlatego, że potrafili dostrzec w nich niezwykły talent, którego sami twórcy nie widzieli. Kochają fotografię, ale nie da się być jednocześnie artystą i specjalistą od historii sztuki. I vice-versa, dobry artysta nie będzie w stanie organizować wystaw, animować środowisko, załatwiać ciekawych artykuły w prasie etc. Każdy w czymś jest dobry, ma do czegoś talent. Wielkie dzieło w skali społeczeństwa powstaje nie z jednostek, ale z pewnej synergii talentów. A one nie są lepsze, czy gorsze od drugich. Są inne, mogą się "kanibalizować", albo uzupełniać.
Możesz robić najlepsze zdjęcia na świecie. Mieć ogromny talent. Jeżeli zamkniesz się w sobie, to twoje dzieła będą tyle warte, ile sobie na nie popatrzysz. I tak dzisiaj jesteśmy wszyscy w lepszej pozycji, bo mamy Internet. Możesz na własne życzenie wyalienować się z danego środowiska i nadal w jakiś sposób być w nim obecny. W poprzedniej epoce, nie było to możliwe w ogóle. Gdyby poprzedni artyści podchodzili do świata, tak jak ty, to prawdopodobnie nie wiedziałbyś, kim był np. Van Gogh.
Piszesz z rozgoryczeniem w głosie, że ktoś chce promować inne podmioty, nie Twój. Ale ja odnoszę wrażenie, że ty właśnie tego chcesz. Przecież, z tego co rozumiem, Astromaniak.pl mógł być obecny na wystawach dokładnie w takiej samej formie, jak inne serwisy. Inaczej mówiąc, jest to typowa sytuacja, w której zyskują wszyscy - fora, organizator, twórcy, społeczność, astronomia, astrofotografia.
Postaw teraz na wadze dwie możliwe ścieżki decyzyjne - Twoją, czyli negującą zasadność takich inicjatyw, lub drugą, odrzucającą uprzedzenia, wątpliwości. Zastanów się, gdzie jest więcej obiektywności, korzyści, promocji astronomii - jako pięknej dziedziny.
Każdy ma prawo do własnych osądów. Ale jeżeli już chcemy w swoich zdaniach używać sformułowań związanych z altruizmem, czyli np. promowania astronomii dla ogółu, to musimy wysilić się na obiektywizm. Nie można powiedzieć, że robi się coś dla każdego, a jednocześnie unikać wszystkich form promocji. Umówmy się, że zasada jest taka, że w rzeczywistości każdy robi wszystko dla siebie. W tym zgodni są nawet naukowcy. Czyli mamy dookoła samych egoistów. Nie wnikając, czy to dobrze, czy źle, warto wykorzystać potencjał we wspólnej sprawie. Pomaganie innym daje Ci satysfakcję - prawda? Czyli robisz to także dla siebie. Co w tym złego? Ty czujesz się dobrze, osoba obdarowana pomocą jest "poratowana". Nie ma tu nic złego. Tak funkcjonuje świat, a każda próba udawania, że jest inaczej, nosi znamiona populizmu - lub nawet utopii.
Wydaje mi się, że to środowisko nie dzieli się wcale na tych złych i dobrych. Wszyscy mają tak naprawdę te same cele i ideały. Powinniście się spotkać i sobie to jasno powiedzieć. Myślę, że gdybyście podeszli do siebie bez uprzedzeń to okazałoby się, że jesteście ludźmi bardzo podobnymi, z tą samą pasją, ze wspólną miłością i światopoglądem. Czyli wręcz bratnie dusze. Ale coś "wam" każe walczyć i kopać się na wzajem wmawiając reszcie, że ktoś tu "na was żeruje".
Uważajcie - Internet wyjątkowo służy wylęganiu mitów i stereotypów. Niestety.
Temat: WYSTAWA ASTROFOTOGRAFII POLSKIEJ!
Kazda wspolna inicjatywa jest mi mila. Chcialbym tam zobaczyc prace wszystkich dobrych foto astro maniakow. Domku Twoje tez.
Gdyby nie Wasze dobre zdjecia to post o wystawie nie bylby tutaj zamieszczony . Przeciez nie z powodu mojego zdjecia ksiezyca z kompakta
Zbyszku, masz rację. Jestem przekonany, że Emde zmieścił tu posta, żeby Dominik zgłosił swoje prace do wystawy. Są najlepsze w Polsce. Wydaje mi się, że Dominik chciałby dać swoje prace, tylko trzeba go poprosić.
Dołączcie się z moją prośbą - Domku - zgódź się. Prosimy!
Krzysztofie, jesteś jak widzę nowo upieczonym użytkownikiem naszego forum więc wypada mi Cię również przywitać, szczególnie, że zwracasz się do mnie (miałem już nie zabierać głosu w tym wątku, ale nie chcę być niegrzeczny w stosunku do nowego użytkownika ). Wybacz, że nie będę jednak kontynułował tej dyskusji bo szkoda czasu użytkowników forum. Ale co nieco wyjaśnię niejako przy okazji.
Zdjęciami, które udaje mi się robić, pomimo wielu przeciwności, z przyjemnością dzielę się na Astromaniaku, na mojej stronie internetowej, na zloty zabieram zazwyczaj trochę wydrukowanych zdjęć i nie zabieram ich raczej ze sobą do domku lecz przekazuję na cele popularyzacji naszego hobby.
Staram się też w miarę możliwości pomagać osobom, które uważają, że mogę im w jakiś sposób pomóc (to jest mój wkład w miłośniczą astronomię amatorską) ale nie pomagam osobom, które normalnie będą Cię opluwać ale jeśli będą czegoś potrzebować to nagle staną się twoimi największymi kumplami (osobom fałszywym). "Marchewki" w postaci wydawania albumów, kalendarzy czy też wystaw jakoś na mnie nie działają. Podobnie jak modne ostatnio amnestie. Jak wynika z powyższego Emdemu nie pomogę jak pewnie zresztą i znaczna część użytkowników Astromaniaka, którym radość sprawia zabawa w astrofotografię dająca fajne efekty a mierzi działalność niektórych osób z A-F i A4U (niekoniecznie zainteresowanych nawet astronomią).
Ale dlaczego nie pomogę ? Otóż z zasady nie udostępniam zdjęć do jakichkolwiek celów, które uznaję (pełen subiektywizm) za powiązane z działalnością komercyjną (również pośrednio) mającą przynieść korzyści głównie organizatorom przedsięwzięć, mających na celu nie tyle promowanie i propagowanie astronomii amatorskiej ale promowanie tych organizatorów (w tym przypadku Astronocy) przy współpracy A-F i A4U. Nie jestem tym zainteresowany.
Co więcej, organizowanie wystawy rzucając pomysł na forach astronomicznych i nie zapewniając sobie uprzednio, poprzez wcześniejsze uzgodnienia z kluczowymi osobami, które miałyby być "dawcami" prac na wystawę, uważam raczej za super dowcip. Najfajniej w sumie organizować jest wystawę cudzych prac ale ... może warto pomyśleć o wystawie swoich i wysiłki skierować w tym kierunku. Na takiej samej zasadzie ja mógłbym zorganizować wystawę psów (czarnych z białymi łapkami) - no co przecież chciałbym propagować miłość do zwierząt domowych. Można zgłaszać do mnie eksponaty a jako, że temat wystawy jest ciekawy to z pewnością zainteresuje się nim Gazeta Wyborcza, Dziennik i Życie Warszawy.
Kiedyś powiedziałem Emdemu i teraz to jeszcze raz powtórzę - najcenniejsze jest to co Astronoce robią same bo jest to oryginalne i własne. Trzeba samemu robić testy (prawidłowo), pisać recenzje, opisywać gwiazdozbiory no i ... robić zdjęcia bo potem jest się czym pochwalić. Na tłumaczeniach, cudzuch recenzjach i zdjęciach daleko porządny serwis nie zajedzie.
Takie mam zasady i zdaję sobie sprawę, że zaraz zostanę posądzony o to, że nie zależy mi na propagowaniu amatorskiej astrofotografii w naszym kraju ale zasady są zasadami, a ja kieruję się tą dla mnie najważniejszą - robić swoje. Manipulacjom raczej nie ulegam podobnie jak od jakiegoś czasu nie daję się wciągać w projekty, które nie budza mojego całkowitego zaufania.
Przy okazji dziękuję Krzysztofie dziękuję za miłe słowa o moich zdjęciach i myślę, że jak już jesteś użytkownikiem Astromaniaka to będziesz na nasze forum od tej pory dość regularnie zaglądał bo co najmniej kilkadziesiąt osób wkłada tutaj dużo wysiłku abyśmy mogi wspólnie podziwiać wszechświat na amatorskich fotografiach.
A i jeszcze jedno - mam nadzieję, że Emdemu uda się zorganozować tą wystawę, do czego nie uważam aby w szczególności moje zdjęcia były niezbędne.
Pozdrawiam serdecznie,
Dominik
PS. Ninuś - chyba OK wyjaśniłem ? Lepiej niestety nie potrafię.
Temat: powrotu cenzury ciag dalszy...
o i jeszcze jedno - tym razem na tapecie hipopotyczna mozliwosc urazenia czyichs uczuc przez ktora odwolano w lublinie festiwal filmowy zwiazany z akcja "T-shirt dla wolnosci".
kurde, no przeca zalamac sie mozna? nie da sie nic poradzic na to? jakas banda swietojebliwych studencin ze zidiocialym klecha na czele wysyla list protestacyjny i sa w stanie zablokowac wszystko, co im sie uwentualnie nie spodoba? co za paranoja ksozmarna.
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3174444.html
Odwołano festiwal, bo Staszczyk "jest Żydem"
Sylwia Szewc, Lublin 21-02-2006, ostatnia aktualizacja 21-02-2006 12:58
Przez koszulki z napisami "Nie płakałem po papieżu", "Usunęłam ciążę", "Jestem Żydem" nie odbędzie się w Lublinie festiwal "Prawa człowieka w filmie"
Festiwal organizowany przez Helsińską Fundację Praw Człowieka miał się rozpocząć w środę w Akademickim Centrum Kultury UMCS "Chatka Żaka". Zaplanowano pokazy filmów, dyskusje, wystawy fotografii i kiermasze. Miała być też wystawa zdjęć sławnych osób pozujących w prowokacyjnych koszulkach Fundacji dla Wolności, np. Kazimiera Szczuka z napisem "Mam okres", Muniek Staszczyk - "Jestem Żydem", Tomasz Raczek - "Jestem Murzynką". Koszulki miały być podczas festiwalu sprzedawane. Jednak ani sprzedaży, ani wystawy nie będzie.
- Po zapoznaniu się z licznymi opiniami uznaliśmy, że wystawa oraz treści wydrukowane na koszulkach mogą naruszać uczucia i poglądy wielu osób. Dlatego wydaliśmy zakaz jej prezentacji oraz rozdawania i sprzedaży koszulek podczas festiwalu - poinformował wczoraj rektor UMCS prof. Wiesław Kamiński.
Na jego decyzję wpłynęła akcja protestacyjna, jaką w sobotę wieczorem rozpoczęło lubelskie Centrum Duszpasterstwa Młodzieży. Na swojej stronie internetowej CDM zamieściło wzory listów protestacyjnych do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i rektora UMCS oraz wypowiedź metropolity lubelski abp. Józefa Życińskiego:
„Zamiast uniwersalnych praw człowieka otrzymujemy próbę przekształcania dramatu w dowcip wątpliwej jakości. Żeby wprowadzić na koszulkach napis »Mam AIDS « albo »Usunęłam ciążę «, trzeba cierpieć na zanik pewnych elementarnych ludzkich uczuć. Normalnie dramat przyjmowany jest milczeniem, solidarnością, powagą. Jeśli u kogoś zanikną uczucia, z dramatu robi się dowcip i wtedy jest to prosta droga do cynizmu, a zabicie dziecka nigdy nie może być powodem do dumy. Jeśli ktoś jest chory na AIDS, to nie jest temat do dowcipów na tym poziomie. Jeśli zatrzemy różnicę między dramatem a dowcipem, to będzie właśnie uderzać w istotę człowieczeństwa, czyli będzie dokładnie zaprzeczenie ducha Helsinek. Obawiam się, że te koszulki nie są demonstracją wolności, ale dokładnym jej zaprzeczeniem”.
Ks. Mieczysław Puzewicz, który opiekuje się młodzieżą z Centrum, uważa sam festiwal za znakomity. Ale pomysł pokazywania koszulek z napisami, które w jego ocenie obrażają wiele osób, nazywa "kompromitującym". Jego zdaniem organizatorom zabrakło wyobraźni i taktu.
- Zdjęcia tych koszulek pojawiały się na billboardach w całym kraju i nikogo to nie obeszło. Te tiszerty zawierają pewien element prowokacji na rzecz wolności wyboru czy wolności wypowiedzi, ale tu nic złego się nie dzieje. Na pewno nie jest to też obrażanie pamięci Papieża. Są granice wolności słowa, ale uważam, że nikt ich nie przekroczył - ripostuje prof. Zbigniew Hołda z Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Wczoraj Fundacja zdecydowała się odwołać festiwal. "Wystawa miała być próbą podjęcia dyskusji na temat kondycji wolności wypowiedzi w Polsce. Decyzja Rektora musi być uznana za niedopuszczalną formę ingerencji w tę wolność" - napisał prezes Fundacji Marek Antoni Nowicki.
Tadeusz Sobolewski, krytyk filmowy "Gazety": - Uważam, że Lublin bardzo wiele stracił. Festiwal tworzy pewną przeciwwagę dla mediów, które często przedstawiają obraz pesymistyczny, żywią się sensacją. Te filmy pokazują ludzi działających na różnych polach, w różnych krajach, dotykają najbardziej bolesnych punktów świata - narkotyków czy AIDS. Towarzyszy temu idea praw człowieka, która dziś nie jest oczywista, bo poczucie demokracji zanika.
Następnym miastem, w którym ma się odbyć objazdowy festiwal "Prawa człowieka w filmie", jest Gdańsk (24-26 marca).
uch, od siebie napisalem cos takiego:
Szanowny Panie Rektorze!
Z wielkim smutkiem zapoznalem sie z panska decyzja odwolujaca festiwal
"Prawa czlowieka w filmie" i zwiazana z nim wystawe koszulek. Postawa
taka wpisuje sie w haniebny, a niestety bardzo ostatnio popularny,
zwyczaj wykorzystywania troski o uczucia religijne dla blokowania
wolnosci slowa.
Podjeta przez Pana decyzja jest tym bardziej niepokojaca, ze zostala
wydana z pozycji rektora uniwersytetu. Uniwersytet zas to instytucja
tradycyjnie bedaca ostoja wolnosci wypowiedzi i miejscem spotkania wielu
roznych, czesto sprzecznych badz kontrowersyjnych pogladow.
Niedopuszczajac do przeprowadzenia wystawy i festiwalu na terenie UMCS
niejako podkopuje pan idee pluralizmu swiatopogladowego i kulturowego,
od dawna wiazana z najwiekszymi osrodkami akademickimi. Zakaz ten wydaje
sie tym bardziej niezrozumialy, ze organizatorem calego przedsiewziecia
jest Helsinska Fundacja Praw Czlowieka - organziacja o dlugoletniej
tradycji dzialan na rzecz przestrzegania praw czlowieka, cieszaca sie w
calym swiecie olbrzymim zaufaniem i szacunkiem.
Dlatego pragne wyrazic swoj stanowczy protest przeciwko podjetej przez
Pana decyzji, ktora jest niczym innym tylko zamachem na przyslugujaca
kazdemu wolnosc wyrazania wlasnych opini.
Z powazaniem
jak komus sie nie chce tworzyc to prosil bym, zeby przekleic i wyslac na adres wieslaw.kaminski@umcs.lublin.pl
niech se dziadyga nie mysli :/
Temat: Promocja Kielc i regionu - realizacja
Radni: Promocja Kielc to kompromitacja
- Nie mamy dobrego planu promocji miasta na ten rok ani strategii na lata następne. To kompromitacja - tak uznali wczoraj radni z komisji oceniającej pracę wydziału dyrektora Krzysztofa Tworogowskiego.
Już wiadomo, jak zamierza promować się miasto w tym roku. Wczoraj dyrektor wydziału kultury, turystyki i promocji UM Krzysztof Tworogowski przedstawił na komisji budżetu i finansów plan pracy oraz strategię promocji miasta na trzy lata. Jej filarem ma być hasło: "Miasto ambitnych projektów kulturalnych". - Kraków jest samograjem, Wrocław wydaje wielkie środki na promocję, a my powinniśmy się skupiać na kilku ambitnych projektach kulturalnych, o których będzie się mówić w kraju - argumentował Tworogowski.
I wyliczył te najambitniejsze projekty: dwie tury festiwalu mody Off Fashion, drugi konkurs fotograficzny "Życie jest piękne", prezentacja kompozycji Krzysztofa Pendereckiego "Siedem bram Jerozolimy", premiera "Zdarzyło się w Judei" Kieleckiego Teatru Tańca do muzyki Krzesimira Dębskiego, kolejne oratorium Zbigniewa Książka "Listy z zakazanego miasta".
Dyrektor Tworogowski chce też, aby wszystkie kieleckie hotele otrzymały za darmo nowe duże stojaki i regularnie materiały promocyjne. Przy placu Artystów ma powstać punkt informacji turystycznej we współpracy z Regionalną Organizacją Turystyczną.
Nie zapomniał o wykorzystaniu faktu, że mamy już uniwersytet. - Będę podkreślał w materiałach promocyjnych, że Kielce są już miastem uniwersyteckim - zapowiedział dyrektor.
Tworogowski uznał, że 1,6 mln zł tegorocznego budżetu na promocję jest wystarczające. Jedyny konkretny wydatek, jaki wyliczył, to 200 tys. zł na nowe "witacze" na granicach Kielc.
Nie zabrakło też poezji. Dyrektor polemizował z twierdzeniem, jakoby Kielce były miastem "biednym, brudnym i z kiepską pogodą", porównując gród nad Silnicą do Chicago i chwaląc służby miejskie za czystość.
Tego radni nie wytrzymali i przerywając Tworogowskiemu, domagali się konkretów.
Ostro skrytykował dyrektora przewodniczący komisji Tomasz Bogucki (Porozumienie Samorządowe). - Czy zapoznał się pan z dokumentem "Strategia promocji Kielc na lata 2006-2010"? Bo z tego, co słyszę, to ani w ząb. Tak naprawdę rok pana pracy nie przyniósł nic albo prawie nic - stwierdził.
I sam podrzucił dwa pomysły. - Ostatnie odkrycia wskazują na to, że Kielce mają dziesięć wieków. A może by promować miasto z tysiącletnią historią? Albo wykorzystać do promocji 20. rocznicę samorządu? - zastanawiał się Bogucki.
Władysław Burzawa (Porozumienie Samorządowe) skrytykował pomysł promowania uniwersyteckiego charakteru Kielc. - Uniwersytet to oczywiście chwalebna rzecz, ale ma go już wiele miast w Polsce - zauważył.
Za to podsunął swoje pomysły: na miejskich ulotkach pisać o tym, co w Kielcach jest "naj" w skali kraju, jak unikatowe gatunki flory i fauny, kilku milionerów i kilka dobrych firm, podkreślać, że jesteśmy jednym z najbezpieczniejszych miast w kraju, nagrać spot reklamowy podczas Święta Kielc i umieścić go w serwisie YouTube, przy najbardziej zatłoczonych odcinkach zakopianki umieścić billboardy z napisem "Stoisz w korku? A w Kielcach jest siedem wyciągów narciarskich".
Jacek Nowak (Porozumienie Samorządowe) zaproponował, aby dać Tworogowskiemu czas na lepsze przygotowanie. - Pan dyrektor miał przez rok wystarczająco dużo czasu, a nie ma ani planu na ten rok, ani na trzy lata - skwitował Bogucki.
Radna Alicja Obara (LiD) domagała się informacji o festiwalu harcerskim i Święcie Kielc, które Tworogowski w swoim wystąpieniu pominął. - Przedstawił pan luźną koncepcję kilku wydarzeń nieorganizowanych przez miasto, do których chcemy się tylko podłączyć - zauważył Jarosław Karyś (PiS).
Tworogowskiego bronili Nowak, sekretarz Janusz Koza i skarbnik miasta Barbara Nowak. Przypomnieli, że radni mają dostęp do szczegółowego planu wydatków wydziału promocji i że miasto wydaje regularnie pieniądze na publikacje promocyjne i reklamy, utrzymuje kontakty zagraniczne. - Czemu pan tego wszystkiego nie mówi? - pytała Nowak.
Odpowiadając, Tworogowski wyliczył, ile miasto dołoży do tegorocznych imprez i ile wyda na materiały promocyjne. Przyznał, że "Strategię promocji Kielc na lata 2006-2010" trzeba poprawić, bo "trąci myszką".
To nie koniec dyskusji o promocji miasta. Radni zagłosowali, aby rada zajęła się tym tematem podczas sesji i przyjęła w formie uchwały nową strategię promocji miasta.
Jak promować nasze miasto
A co Państwo sądzą o planach wydziału promocji miasta? Czekamy też na opinie dotyczące pomysłów radnych. Można pisać na adres: redakcja@kielce.agora.pl lub dzwonić 041 24 98 2006.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,4966755.html
P.S. Fajny pomysł na promocję miasta przedstawił przewodniczący komisji Tomasz Bogucki odnośnie ostatniego odkrycia wskazującego na to, że Kielce mają dziesięć wieków. Dlaczego tak istotna informacja dla naszego miasta nie jest reklamowana? Ponadto świetny pomysł przedstawił Władysław Burzawa. Hasło reklamowe z pewnością zostałoby zauważone.
Temat: W sklepach atakują nas buble
Lalki Barbie grożące perforacją jelita. Zestawy do makijażu z chromem i ołowiem. Samochody bez działających hamulców. Samozapalające się zmywarki do naczyń. Czy sklepy sprzedają nam tandetę groźną dla życia i zdrowia?
Jeszcze do niedawna lalki Barbie czy zestawy Polly Pocket kojarzyły się polskim rodzicom z może kiczowatymi, ale raczej bezpiecznymi zabawkami dla dzieci. Kilkanaście dni temu, gdy koncern Mattel poinformował, że mogą być groźne dla najmłodszych. Trójka dzieci po połknięciu zbyt słabo przymocowanych magnesików - będących częścią zabawek - trafiła do szpitala. Niebezpiecznych zabawek tylko w Polsce jest 165 tys., na całym świecie Mattel wycofał ich aż 18 mln.
Paradoksalnie "Barbie skandal" to dalszy ciąg czarnej serii chińskich fabryk oskarżanych ostatnio o produkcję toksycznych bubli. Wcześniej UOKiK ostrzegał np. przed chińskimi zestawami do makijażu dla najmłodszych (zawierały chrom i ołów). W marcu tysiące amerykańskich psów i kotów zdechły po zjedzeniu chińskiej karmy (z dodatkiem przemysłowej melaminy). Kilka dni temu rząd Nowej Zelandii zapowiedział z kolei śledztwo w sprawie importowanych z Chin ubrań dziecięcych (poziom formaldehydu w odzieży przekraczał normy aż 900 razy!).
MP3 psuje się najczęściej
- Nawet znane marki nie są już gwarantem jakości, jak kiedyś - wzdycha Artur Adamowicz z sieci sklepów z elektroniką Electro World. - Teraz prawie wszystko robi się w Chinach. Produkty są takie same, przyczepia się do nich tylko inne etykiety. Telewizory plazmowe robi się bodaj w trzech miejscach na świecie. Jak jedna z fabryk wypuściła wybuchające baterie, problemy miało od razu ze 30 producentów laptopów. Bo wszyscy brali baterie z jednego miejsca.
Co ciekawe, coraz więcej sprzedawców twierdzi, że awaryjność sprzętu ciągle rośnie. - Być może jednym z powodów jest coraz zwiększa złożoność produktów, coraz większa liczba podzespołów elektronicznych - zastanawia się Tomasz Siedlecki z firmy EURO-Net (właściciela sieci sklepów RTV Euro AGD).
Jak często klienci przychodzą z reklamacją? Tą wiedzą producenci nie chcą się chwalić. Jak odpowiedział nam rzecznik Samsunga, "sprawa jest śliska". Bardziej rozmowni są handlowcy. Twierdzą, że przeciętny sklep jest odwiedzany przez rozczarowanych klientów średnio 20 razy dziennie, duże sklepy ok. 40.
W sieciach Media Markt oraz Saturn średni wskaźnik awaryjności (liczba reklamacji w porównaniu z liczbą sprzedanych sztuk) dla domowej elektroniki wynosi od 1,5 do 2,5 proc. Przy AGD - lodówki, pralki - waha się on od 1 do 2 proc. Znacznie więcej osób skarży się za to na sprzęt foto - od 2 do 3 proc. - i komputery - nawet 5 proc.
Te liczby mogą być jednak zaniżone. Siedlecki wyjaśnia, że sklepy nie są bowiem jedynym adresatem reklamacji (a bardziej konkretnie zgodności towaru z umową). Klienci mogą zgłaszać się bezpośrednio do producenta lub serwisów gwarancyjnych.
Co psuje się najczęściej? - Odtwarzacze MP3 - nie ma wątpliwości Siedlecki.
Wioletta Batóg z Media Saturn Holding (Media Markt oraz Saturn) do tej pory wspomina problemy, jakie jej firma miała z gwiazdkową promocją tego typu sprzętu. Ponad jedna trzecia odtwarzaczy była wadliwa. Kontrakt na dostawy został zerwany, klientom wymieniono sprzęt.
Samochody bez hamulców
Pół biedy, gdy produkt tylko się zepsuje. Gorzej, jeśli producent wypuszcza bubel, który zagraża życiu bądź zdrowiu użytkownika. Zgodnie z polskim prawem powinien niezwłocznie powiadomić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Około 70 proc. zgłoszeń pochodzi od producentów aut - twierdzi Dariusz Łomowski z UOKiK. Na liście zgłaszających jest właściwie większość motoryzacyjnych marek od Fiata, przez Renault, Skodę, Forda, Toyotę, aż do Saaba, Jaguara i Mercedesa.
Liczba potencjalnych usterek nieświadomego kierowcę może doprowadzić do bólu głowy. Pod koniec lipca Citroën poinformował, że w niektórych autach serii C4 mogą wysiąść hamulce. Problem dotyczy prawie 3 tys. samochodów. Kilka dni wcześniej Peugeot Polska ostrzegł, że ze względu na problemy z ABS i ESP zapalić się może ponad 4,5 tys. peugeotów 307.
W niektórych mercedesach benz atego możliwa była awaria oświetlenia, poduszki powietrznej, układu sygnalizacji lub zwarcie przewodów elektrycznych, w fordach S-Max oraz galaxy przez wadliwie zamontowane podgrzewane szyby spłonąć mogła tapicerka, a w oplach corsa D felerny element wahacza groził, że kierowca utraci panowanie nad pojazdem.
Niebezpieczeństwa czyhają nie tylko w samochodzie. Na początku sierpnia koncern Philips ostrzegał przed ponad tysiącem swoich urządzeń wielofunkcyjnych (drukarka, kopiarka, skaner, faks) Philips Crystal, którego jeden element mógł się stopić bądź zapalić. Pod koniec czerwca przed samozapłonem zmywarek Zanussi, Electrolux oraz AEG ostrzegał Electrolux. Niebezpieczne są nawet meble. Rok temu przed 24 tys. swoich sof i foteli ostrzegała Ikea. Przy rozkładaniu bądź składaniu mebla można było przytrzasnąć sobie palce.
Co grozi producentowi
Każda firma, która dowie się, że jej produkt ma niebezpieczne wady, a nie informuje o tym UOKiK, może dostać karę do 100 tys. zł. UOKiK jak na razie nie nałożył jej jednak na żadnego przedsiębiorcę. Powód? Duże światowe marki, gdy odkrywają, że ich produkty są niebezpieczne dla ludzi, w obawie przed sądowymi pozwami szybko uszkodzone elementy wymieniają.
Znacznie gorzej jest w Polsce z produktami, które po prostu się psują. Według rozmówców "Gazety" nawet największe firmy oszczędzają na serwisie. - Mamy teraz niezły kłopot z jednym z najbardziej znanych i renomowanych producentów ekspresów do kawy. Naprawia je miesiącami, a klienci pretensje do kogo mają? Do nas - opowiada przedstawiciel sieci handlowej.
Za złą jakość swoich wyrobów producenci rzecz jasna płacą czy to zerwanymi kontraktami ze sklepami, czy czystą gotówką. Mattel za wycofanie swoich zabawek zapłacił 30 mln. dol.
Takie wpadki grożą jednak znacznie wyższą karą niż pieniądze - utratą wiarygodności. Doskonale wiedzą o tym Chińczycy. Właśnie rozpoczęli kampanię mającą poprawić wizerunek Chin jako eksportera. Pierwszy z planowanych programów telewizji chińskiej został nadany w ubiegłą niedzielę przez kanał ekonomiczny centralnej telewizji chińskiej. Wystąpił w nim dyrektor rządowego Biura ds. Nadzoru Jakości, Inspekcji i Kwarantanny Li Changjia. - Jestem tu, by powiedzieć wam: miejcie zaufanie do artykułów "made in China" - oświadczył.
Problem jednak nie polega na tym, czy w takie zapewnienia uwierzą Chińczycy, ale miliardy konsumentów na całym świecie, którzy każdego dnia sięgają po pochodzące z Azji wyroby.
Gazeta Wyborcza