Oglądasz wiadomości znalezione dla zapytania: Gazeta Zawierciańska





Temat: Zawiercie jakiego nie znamy
pierwszy raz spotykam sie z tym drugim nazwiskiem (skąd i z którego roku info?)
Informacja z 1915 roku. Był to jak widać "potężny" browar. Jego obszar to prawie cały kwartał pomiędzy ulicą Górnośląską , Towarową,Żabią . Sąsiadowal bezpośrednio z hutą szkła. To jest miejsce od strony Poręby.Na tym placu był również skład z piwem Hercberga(Hercbergów) w bezpośrednim sąsiedztwie kolejowej rampy załadunkowej. Prawdopodobnie najstarsze zabudowania w tym kwartale na rogu uli Górnośląskiej i Towarowej to jedyna materialna pamiątka po browarze. Jaka była produkcja trudno jest określić ale ponieważ była to spółka można sądzić , że sprzedaż była duża( w monografiach pomija się ten temat bo nie za bardzo "zawierciański" klimat). Ferstenberg to prawdopodobnie ten sam , który w okresie I wojny światowej prowadził w Zawierciu kantor wymiany walut( okazuje się, że kantory to nie jest wynalazek okresu transformacji lat 90 tych.) Pokaż etykietki Juretzkiego i Źródlanego. Mnie nie wypada.
Wiadomość dla U-469 i Alkosandra. Proszę o cierpliwość.
W Nr 47 i 52 Gazety Zawierciańskiej "Jura" jakiś facet opowiada o początkach wsi Zawiercie całkiem inaczej niż to opisano w ksiązkach.



Temat: Powstanie Styczniowe.
W ostatnim numerze Gazety Zawierciańskiej" Jura" artykuł
"1863 rok w tradycji historycznej okolic Zawiercia" trochę inaczej i krótko.

Konstanty Gaszyński 17 XII 1863„Pieśń strzelców przy zimowym ognisku”
Hej strzelcy wraz, nad nami orzeł biały,
A przeciw nam śmiertelny stoi wróg.
Wnet z naszych strzelb piorunne zagrzmią strzały,
A lotem kul kieruje Zbawca Bóg.
Więc gotuj broń i kule bij głęboko,
O ojców grób bagnetów poostrz stal.
Na odgłos trąb twój sztuciec bierz na oko,
Hej! Baczność! cel i w łeb lub serce pal!"
Też krótko i treściwie.
Mnie osobiście bardzo podobał się artykuł w jednej ze szkolnych gazetek komputerowych w okolicach Zawiercia, którego tematem było właśnie Powstanie Styczniowe.
" Powstańcy byli słabo uzbrojeni. Mieli oni tylko pociągi pancerne"





Temat: Rekonstrukcja kwatery wojennej w Kromołowie.
Witam.
Tablica inskrypcyjna jest już gotowa, stelaż do niej będzie zrobiony na początku przyszłego tygodnia, wówczas też wszystko zmontujemy, tak, żeby było gotowe na 7 czerwca. W najbliższa sobotę nie planuję dosadzania barwinku, jest niestety zbyt sucho, być może uda się nam zarównać pewne niedoskonałości zrekonstruowanych elementów obramowania kwatery. We wczorajszym numerze „Gazety Zawierciańskiej Jura” ukazał się dobrze napisany tekst o rekonstrukcji kwatery autorstwa aktywnego uczestnika akcji - Michała. Poniżej robocza fotka tablicy.
Pozdrawiam.



Temat: Rekonstrukcja kwatery wojennej w Kromołowie.
Witam.
Dzisiaj skończyliśmy po 15. Usunęliśmy szłunki, obsypaliśmy ławy i zrobiliśmy ogólny porządek. Wokół nagrobka Kropaczka i samej kwatery wysialiśmy trawę. Odwiedziła nas też sympatyczna pani redaktor z Dziennika Zachodniego, artykuł na temat rekonstrukcji kwatery ma być w piątkowej Gazecie Zawierciańskiej. Materiał przed publikacją będzie autoryzowany więc raczej nie powinno być nieporozumień. Młody, zapomniałeś sweterka,jest u mnie. Stan obecny kwatery obrazują poniższe fotki.



Temat: Zawiercie jakiego nie znamy
Na cmentarzu w Zawierciu od 1928 roku stoi pomnik poświęcony mieszkańcom Zawiercia
poległym w walkach o niepodległość w latach 1914-1920. Lista nazwisk na pomniku
to nazwiska żołnierzy zawierciańskich poległych w wojnie polsko bolszewickiej.
W często wspominanych monografiach napisano , że postacie na pomniku to żołnierze. Warto jednak przeczytać i zapamiętać interpretację symboliki pomnika z opisu poniżej fotografii.
Jak Święto niepodległości to Józef Piłsudski. W Zawierciu obok pisanej historii tak jak wszędzie istnieje historia przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenie,
w której nazwisko Józef Piłsudski pojawia się często. Prawda obok legendy i to jest charakterystyczne dla Zawiercia.
Józef Piłsudski do Zawiercia miał szczególny sentyment związany z epizodem jego przynalezności do PPS, gdzie pelnił funkcje redaktora pisma Robotnik. Dla potomności stworzył archiwum tej gazety. Zmieniając miejsca wydawania w konspiracyjnych warunkach tej gazety w zawierusze konspiracyjnej zaginął pierwszy numer gazety.
Po kilku latach udało się późniejszemu marszałkowi Polski uzyskać brakujący numer tylko dzięki temu, że jeden z zawierciańskich robotników posiadał zaginiony egzemlarz w swojej biblioteczce.



Temat: Czy w mieście powstanie kopalnia cynku i ołowiu? [DZ]
Gazeta.pl > Gospodarka > Wiadomości
A A A
Spór o budowę kopalni w Zawierciu
ms, IAR2008-02-20, ostatnia aktualizacja 2008-02-20 13:38
Wiele emocji budzi w Zawierciu propozycja budowy kopalni cynku. Prezydent miasta Mirosław Mazur potwierdza, że z wnioskiem o ujęcie kopalni w planie zagospodarowania przestrzennego, zwrócił się Zakład Górniczo-Hutniczy "Bolesław" z Bukowna, który chce wybudować w Zawierciu kopalnię.
Rudy cynku z zawierciańskich złóż byłyby przewożone do Bukowna do dalszej obróbki.
Dla Zawiercia kopalnia cynku to szansa na rozwój, a przede wszystkim zmniejszenie bezrobocia.
Zatrudnienie znalazłoby około 500 osób. Wydobycie miałoby odbywać się w kopalni głębinowej przez najbliższe 15 lat.
Przeciwnicy inwestycji twierdzą, że przyczyni się ona do degradacji środowiska, a Zawiercie to przecież brama na Jurę Krakowsko-Częstochowską.
Ponieważ sprawa budzi wiele emocji wśród Zawiercian, prezydent Mazur nie wyklucza referendum w tej sprawie.
Prezydent Zawiercia zapowiada, że przed wysłuchaniem opinii mieszkańców w sprawie ewentualnej budowy kopalni cynku, władze miasta przeprowadzą szeroką kampanię informacyjną o plusach i minusach tej inwestycji.
O budowie kopalni cynku w Zawierciu zdecyduje Rada Miasta.
Jej pierwsze posiedzenie w tej sprawie ma się odbyć za miesiąc. Szacunkowy koszt budowy kopalni to 700 mln złotych.

http://gospodarka.gazeta....81,4945934.html



Temat: Szyby starych kopalń koło Łaz
Witam!

Odgrzeję stary temat - czy ktoś z forumowiczów dysponuje może wspominaną gazetą i mógłby być bardziej uczynny niż kolega 'Mam, ale się nie podzielę, zazdrośćcie mi wiewiórki i żuczki' Młody? Zeskanować i wrzucić gdzieś artykuł o kopalniach?

Ps. Przepraszam za złośliwość, ale kolega Młody chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że wspomniany periodyk dostępny jest chyba tylko w zawierciańskich bibliotekach i redakcji pracującej w tygodniu do 15, a nie wszyscy są z Zawiercia lub mogą tu w tygodniu przyjechać.

A słupki mogą wyglądać tak:



Ps. Nie jestem założycielem tego wątku, ale mam podobne zainteresowania



Temat: [Pr] Klopoty z kupnem biletow


Autobus to jakiś sosnowiecki Ikarek, zrobienie zdjęcia autobusowi w
Zawierciu już przekraczało możliwości redakcji ;-)


Co sie dziwisz. Skoro w ogolnopolskiej telewizji warszawski autobus jezdzi
na zlecenie KZK GOP, a na WS31 urzeduje PKM Katowice, to sosnowiecki autobus
na zawiercianskiej linii w lokalnej gazecie to na prawde malenki pikus ;-PPP

WILQ





Temat: Stare nazwy ulic
Czytając posty alkosandra nie czuję się zwolniony od myślenia.
1/ Jedni piszą Griszczuk inni Gryszczuk i alkosander w jednym ze swoich postów też pisze raz tak a raz tak. Trzeba to wyjasnić.
2/ Alkosandrze. w okresie zauroczenia czytałem o prawicowej partyzantce w gazetach katolickich bo książek nawet na lekarstwo( wyjątek Powstanie Warszawskie).
Słynne "Barwy walki" Moczara przypisywano Żukrowskiemu.
3/Radziancka partyzantka też była czytana.Stąd wiem , że w pobliżu frontu przez jego linię
przerzucano nawet całe zgrupowania partyzanckie np Kowpaka. Nie będe cytował co mój psor powiedział w związku z tytułem książki o nim pt "Ludzie o czystym sumieniu"
Dla celów głębokiego zwiadu tworzono małe grupy werbowane spośród niemieckich komunistów lub jeńców a trzon grupy stanowili radzianccy partyzanci zaprawieni w dywersji na zapleczu. Na Wołyniu takie grupy partyzanckie współpracowały nawet z UPA przeciągając nacjonalistyczne oddziały ukraińskie na swoją stronę. Prawdopodobnie doświadczenia z tego okresu przydatne były w Polsce( werbunek Własowców).
4/ Skoczkowie w okolicach Pilicy pojawili się przypadkowo . Mieli być zrzuceni w lasach pomiędzy Tarnowskimi Górami a Lublińcem. Na skutek błędu pilotów trochę ich porozrzucało na granicy powiatów olkuskiego i zawierciańskiego.
5/ Tutaj najciekawsze . Otóż na Wołyniu wśród wzmiankowanych wcześniej radzianckich oddziałów partyzanckich był również oddział o kryptonimie Newski.Być może to tylko przypadek a może ma to związek z Pilicą.
[/b]



Temat: Rekonstrukcja kwatery wojennej w Kromołowie.
Artykuł będzie w piątkowym dodatku zawierciańskim do Dziennika Zachodniego, a nie w Gazecie Zawierciańskiej. W tygodniu podjadę podlać trawę i sprawdzić czy wszystko w porządku.
Dominik



Temat: Szyby starych kopalń koło Łaz
Polecam artykuł w Gazecie Zawierciańskiej <<Jura>> Nr 7 z 14 lutego 2007. Jest tam zamieszczony plan orientacyjny rozmieszczenia kopalni węgla brunatnego w okolicach Zawiercia z lat 20 tych XX wieku.



Temat: Walka o województwo
Doszedłeś do sedna sprawy rysyl. O tym powinno traktować to forum... O aktywności mieszkańców w kwestii secesji wojewódzkiej. Tu powinny się pojawiac pomysły na działania, akcje itd. I to zarówno te proste, jak i bardziej skomplikowane wymagające zaangażowania środków materialnych i ludzi. Nie każdy ma czas i pieniądze, by np. jeżdzić do Zawiercia czy Radomska i tam agitować, rozdawać ulotki, spotykać się z mieszkańcami i lokanymi samorządowcami. Zwłaszcza jako jednostka...

Masz rację, że to forum to za mało, ale z drugiej strony każdy może zrobić tyle, ile jest w stanie, tzn. działać na miarę swoich możliwości. Weźmy taki przykład list:
- Jedni mogą tylko wpisać się na listę, inni jeszcze taką listę wydrukują i zbiorą podpisy wśród znajomych i rodziny. Jeszcze inni wychodzą z listami dalej i rozsyłają je mailem i umieszczają na witrynach internetowych, jescze inni wchodzą w kontakty z róznymi organizacjami - dogadują się by owe organizacje pomogły zebrać im większą ilość podpisów, a jeszcze są w stanie namawówić różne sławne osoby by podpisały listę i namawiały społeczeństwo do poparcia... Każdy robi ile może.

Ktoś ma rodzinę czy znajomych np. w Radomsku czy Wieluniu - niech tam informuje, agituje, organizuje... Ktoś należy do stoważyszenia albo klubu czy spółdzielni - niech tam działa. Żyjemy w epoce informacji...

Albo media - tu jest wiele do zrobienia. Choćby pisnie do lokalnych gazet czy portali internetowych o województwie... Jak sam nie masz możliwości/czasu/talentu by wysłać swój tekst, to domagaj się informacji na ten temat, pisz maile i listy do redakcji, przekonaj znajomego redaktora do zajęcia się tematem secesji, komentuj teksty na portalach (często redaktorzy ulegają presji internautów i piszą na dany temat więcej, prostują nieścisłości itp - słynna akcja w GW gdzie redakcja reagowała na oburzenie internautów za umieszczenie na pierwszym miejscu Aleii i Aquaparku przed Województwem). Możesz ostatecznie nawet do mnie coś ciekawgo wysłać to może dorzucę do Częstochowskiej Republiki przy następnej aktualizacji

Cenne są nawet najmniejsze rzeczy np. wrzucenie banerka na swoją witrynę jak takową ktoś prowadzi, albo nakłonienie znajomego by wrzucił go na swoją... Wzięcie udziału w dyskusji na lokalnych forach internetowych np. zawierciańskim, myszkowskim, wieluńskim (polecam tu np. któreś z: http://www.czestochowska.republika.pl/fora.html , ale fajnie byłoby otworzyć temat na nowych forach)...

Napiszcie CO WY MOŻESZ ZROBIĆ DLA WOJEWÓDZTWA ?



Temat: (lekko OT) Śląsk ma najnowocześniejszy sprzęt do usuwania zasp
http://www2.gazeta.pl/katowice/1,35019,1225290.html?v=0&f=59

Śląsk ma najnowocześniejszy sprzęt do usuwania zasp

Małgorzata Goślińska 18-12-2002, ostatnia aktualizacja 19-12-2002 00:36

Unimog może służyć przez okrągły rok - kosić trawę, ciąć gałęzie, zmiatać
śnieg, nawet jeździć po torach. Na Śląsku będzie tylko usuwać zaspy

Nazywa się U500. To największy w Polsce i najnowszy model unimogu, czyli
uniwersalnego nośnika narzędzi na kołach. 280 KM pod maską, prędkość
minimalna - 100 km/godz., napęd na cztery koła, 46 biegów, cena - 850 tys.
zł. Od wczoraj U500 stoi w garażu Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach.
Czeka na kataklizm.

U500 może być: ciężarówką, dźwigiem, zamiatarką, polewaczką, kosiarką, nawet
lokomotywą. Wystarczy wymienić koła. Przed maską montuje się ramię, a na nie
odpowiednie narzędzia. Jeśli się przebuduje skrzynię ładowniczą za kabiną
kierowcy, unimog zamienia się w wóz strażacki, karetkę pogotowia lub
pogotowie techniczne. Dzięki wysokiemu zawieszeniu - 45 cm prześwitu -
dojedzie tam, gdzie zwykłe samochody ratownicze nie dadzą rady. Latem unimog
może ubijać asfalt albo szukać ropy.

Nasz nie będzie zalepiać ani wiercić dziur w ziemi, tylko obcinać gałęzie
drzew i czyścić rowy. Dyrektor ZDW Zbigniew Tabor chce dokupić tylko piłę
oraz frezarkę. Na razie mamy pług wirnikowy. - U500 ma służyć do działań
awaryjnych - tłumaczy Tabor. Dyrektor wspomina drugi dzień świąt zeszłego
roku. Na wsiach nieprzejezdne drogi, zasypane Wisła, Szczyrk, cały powiat
zawierciański. A dzisiaj? Unimog i po kłopocie.

Jednak auta z zaspy nasz U500 nie wydobędzie, bo nie ma wyciągarki.
Zlikwiduje półtorametrową warstwę śniegu, ale nie poradzi sobie z
pięciokrotnie mniejszą. Musiałby mieć pług lemieszowy. Nie posypie jezdni
solą, nawet nie zamiecie. Posypywarki i szczotki brak. W góry można nim
pojechać tylko na wycieczkę. Najlepiej do Anglii, żeby wykorzystać
przekładaną kierownicę z lewej strony na prawą. Operacja trwa trzy minuty.





Temat: Program "Owca plus"
W Gazecie Wyborczej
http://miasta.gazeta.pl/k...19,4354450.html
Polecam link, bo są tam zdjęcia, ale na wszelki wypadek tekst poniżej.

Czy stado kóz uratuje jurajską przyrodę?
Magdalena Warchala
2007-07-31, ostatnia aktualizacja 2007-08-01 08:12

Stado 150 kóz rozpoczęło we wtorek wypas w jurajskim Rezerwacie Góra Zborów. Zwierzęta mają pomóc w odbudowie unikatowych muraw naskalnych, a także przyciągnąć turystów.
Bez naturalnej kosiarki, jaką jest koza, nie zwyciężymy lasu - mówi Marceli Ślusarczyk, koordynator projektu
Pomysł zaangażowania kóz w ochronę przyrody pojawił się jako recepta na zmiany zachodzące w jurajskim krajobrazie.
- Dawniej na tych terenach pasło się mnóstwo kóz, jednak w latach 50. większość hodowców wyjechała do pracy na Śląsk, a łąki porósł las. Niektóre pastwiska były zresztą celowo zalesiane. Krajobraz na tym stracił, bo charakterystyczne skały zasłoniły drzewa - mówi Marceli Ślusarczyk, koordynator projektu.
Dwa lata temu zarządzający rezerwatem Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego próbował przywrócić w rejonie Góry Zborów murawy kserotermiczne - ciepłolubne rośliny, porastające dawniej suche gleby wapienne na południowych stokach tutejszych wzniesień. Wykarczowano 5 hektarów lasu, jednak młode graby i buki znów pojawiły się na łąkach.
- Bez naturalnej kosiarki, jaką jest koza, nie zwyciężymy lasu - rozkłada ręce Ślusarczyk.
Dlatego wspólnie z Towarzystwem Miłośników Ziemi Zawierciańskiej, wojewódzkim Zespołem Parków Krajobrazowych, Uniwersytetem Śląskim i miejscowymi przedsiębiorcami zdecydował się na eksperyment. Zwierzęta wypożyczyli Krystyna i Marian Garbaciakowie, hodowcy z Włodowic. Stado 150 kóz ruszyło we wtorek rano w kierunku rezerwatu. Pięciokilometrowa trasa biegła przez pola, lasy, a potem ulicami Podlesic. Kozy, w asyście psa pasterskiego Bacy, bryczki zaprzężonej w dwa konie i pracowników Parków Krajobrazowych, pokonały ją w dwie i pół godziny. Teraz przez najbliższy czas będą paść się wolno między skałami. Tylko noce spędzą w zbudowanej na miejscu zagrodzie.
- Nie wiemy, ile czasu potrwa wypas, bo trudno powiedzieć, ile czasu zajmie zwierzętom zjedzenie rosnących tu roślin - mówi Tomasz Labocha, główny specjalista Zespołu Parków Krajobrazowych.
Kozy mają apetyt - smakuje im ponad 700 gatunków roślin. Realizatorzy projektu nie boją się jednak, że żarłoczne zwierzęta zjedzą cenne okazy flory - te już przekwitły, więc kozy im nie zaszkodzą. Wyplenią za to przeszkadzające rzadkim gatunkom chwasty.
Poza ochroną jurajskiego krajobrazu kozy mają stać się jego częścią, lokalną atrakcją.
- Jura nie wypracowała jeszcze własnego produktu turystycznego. Chcemy, by stały się nim właśnie kozy - zdradza Ślusarczyk.
Niebawem w pobliżu pastwiska na Górze Zborów ma powstać bacówka, w której będzie można skosztować kozich serów i koźliny z grilla. Może kiedyś sery będą serwowane także w jurajskich jaskiniach, jak dzieje się we Francji. Pierwsza degustacja kozich przetworów, na razie pod gołym niebem, odbędzie się już w sobotę o godz. 11 na szczycie Góry Zborów.
Być może uda się sprowadzić na Jurę owce olkuskie - gatunek odtworzony przez naukowców z Akademii Rolniczej. Na świecie żyje tylko 200 takich owiec, ale 16 ma szansę trafić do gospodarstwa Garbaciaków, a sześć do Kostkowic, do Andrzeja Pałęgi. Hodowcy zgłosili się bowiem do prowadzonego przez Urząd Marszałkowski programu "Owca Plus" i mają obiecane dofinansowanie do zakupu zwierząt.
Na razie Zespół Parków Krajobrazowych poszukuje wolontariuszy chętnych do pomocy w wypasie kóz.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
http://miasta.gazeta.pl/k...19,4354450.html



Temat: Trująca rekultywacja [DZ]
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,5105528.html

Szkodliwe odpady z dawnych krakowskich Zakładów Chemicznych "Bonarka" trafiały na dzikie składowiska na Śląsku.


Fot. Dawid Chalimoniuk / AG

Miejsce składowania chemicznych odpadów w Bzowie koło Ogrodzieńca
Odpady zawierające fluorek wapnia miały zostać zneutralizowane w zakładzie w Rydułtowach, a następnie wywiezione do wyrobisk w Wodzisławiu Śląskim. Okazało się jednak, że trafiły na nielegalne składowiska. Co najmniej kilkanaście tysięcy ton zakopano w nieczynnym kamieniołomie w Bzowie w pobliżu Ogrodzieńca. Wywożono je także na nielegalne składowiska m.in. w Zawierciu i Bytomiu. Policja ocenia, że trafiły na co najmniej siedem wysypisk.

Atakuje drogi oddechowe

Fluorek wapnia w niewielkich ilościach występuje w paście do zębów i wzmacnia szkliwo. Źle składowany zamienia się w proszek, który unosi się w powietrzu i jest bardzo niebezpieczny dla zdrowia i życia, szczególnie dzieci. - Poprzez drogi oddechowe dostaje się do organizmu. Może wówczas powodować zaburzenia metabolizmu oraz nadmierną łamliwość kości. Tak było już wcześniej, na krótko przed zamknięciem Elektrowni w Skawinie (Małopolska) - mówi prof. Andrzej Paulo z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Prof. Paulo ostrzega, że odpady mogą skazić wody gruntowe. Tymczasem w odległości zaledwie kilkuset metrów od dzikiego składowiska w Zawierciu znajdują się źródła, z których swój początek bierze m.in. Czarna Przemsza, a nieco dalej także Warta.

Jadą na całe tony

O podejrzanej wywózce odpadów ciężarówkami do bzowskiego kamieniołomu policję zawiadomili mieszkańcy Zawiercia. Maciej Pawłowski, rzecznik starostwa zawierciańskiego, twierdzi, że teren należy do firmy Eko Harpoon Technologie Ekologiczne. - Mieli prowadzić rekultywację tego terenu. We wniosku nie było żadnych uchybień, więc został wydany - mówi Pawłowski.

Odpady trafiły też do Bytomia, na poprzemysłowe tereny w pobliżu centrum handlowego M1. Zdaniem policji proceder mógł trwać nawet kilka miesięcy. Na Śląsk poprodukcyjne odpady przywożono z terenu po dawnych Zakładach Chemicznych "Bonarka" w Krakowie. Po ich wyburzeniu węgierska spółka TriGranit rozpoczęła tam bowiem budowę wielofunkcyjnego centrum handlowego Bonarka City Center. Przedstawiciele spółki nie chcą komentować sprawy. Rekultywacja terenu pod tę inwestycję trwa już ponad 2,5 roku.

Ktoś chciał zaoszczędzić?

Policja szacuje, że w tym czasie z potężnych betonowych osadników, w których składowano szkodliwe substancje, wywieziono około 120 tys. ton fluorku wapnia. Drugie tyle wciąż czeka na utylizację.

Policjanci z KWP w Katowicach ustalili, że zgodnie z zezwoleniem, jakie wydało starostwo w Zawierciu, na teren kamieniołomu mógł trafiać jedynie gruz lub inne materiały nadające się do rekultywacji tego terenu. Jak więc doszło do tego, że trafiały tam szkodliwe dla środowiska substancje?

- Najwyraźniej firma odpowiedzialna za wywóz fluorku wapnia chciała zaoszczędzić. Utylizacja tego odpadu jest niezwykle kosztowna - mówi jeden z prowadzących postępowanie śląskich policjantów. Sprawą ma się także zająć prokuratura.

Rzecznik zawierciańskiego starostwa zapowiada, że firma Eko Harpoon straci pewnie zezwolenie na rekultywację tego miejsca.

Mirosław Kostrzewa, prezes Eko Harpoon, potwierdza, że do Bzowa trafiły odpady z Bonarki. Przywozi je firma Zielony Śląsk. Zapewnia jednak, że nie jest to czysty fluorek wapnia, ale kompozyt z kilkuprocentową zawartością szkodliwej substancji. - Kompozyt nie zagraża środowisku, jest absolutnie bezpieczny - dodaje. Jego zdaniem groźby urzędników z Zawiercia nie mają żadnych podstaw prawnych.

Marek Szadurski, wiceprezes Zielonego Śląska, potwierdza: - Na składowisko przywozimy kompozyt, który służy do rekultywacji terenów. Inspektorzy ochrony środowiska upierają się, że to odpad. Policja też opowiada bzdury o szkodliwości tych rzeczy i straszy ludzi. Przygotowujemy pismo, w którym będziemy prosili policję, żeby zdementowała te informacje.

Tymczasem komisarz Janusz Jończyk ze śląskiej policji o znalezionych odpadach mówi jednoznacznie: - Próbki z Bzowa potwierdziły, że są one szkodliwe dla ludzi. Obawiamy się, że mogło dojść do skażeniu wód gruntowych.

Anna Wrześniak, wojewódzki inspektor ochrony środowiska, dodaje, że w Bzowie nie znaleziono kompozytu. - To iły, które zawierają aż 65 proc. fluorku wapnia. Eko Harpoon nie ma zgody na składowanie takich odpadów w tym miejscu. Starosta już wydał polecenie ich usunięcia - mówi Wrześniak.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków



Temat: Transport kolejowy
Zakładam nowy temat, który w kontekście ostatnich wydarzeń jest chyba dość istotny. Najpierw to:

http://miasta.gazeta.pl/k...19,4254580.html


PKP Polskie Linie Kolejowe zastanawiają się nad przedłużeniem Centralnej Magistrali Kolejowej do Katowic. Dzięki temu stolica województwa miałaby bezpośrednie połączenie z lotniskiem w Pyrzowicach.
Kolej zapowiada gigantyczną modernizację linii w miastach, gdzie odbędą się mecze Euro 2012. Chce wydać na ten cel aż 20 mld zł. Choć szansa na to, że mecze rozgrywane będą również na Stadionie Śląskim w Chorzowie, wciąż jest niewielka, nasz region może sporo zyskać na kolejowym boomie.

Okazało się bowiem, że przy okazji przygotowań do mistrzostw PKP Polskie Linie Kolejowe zastanawiają się nad przedłużeniem Centralnej Magistrali Kolejowej do Katowic. Dziś ta najsłynniejsza linia kolejowa w Polsce zaczyna się w Grodzisku Mazowieckiem, a kończy w Zawierciu.

Tymczasem "Puls Biznesu" napisał, że kolejarze chcą skierować ją z Zawiercia do Pyrzowic i dalej wzdłuż autostrady A1, a potem koło Piekar, przez Bytom, Chorzów do Katowic. W ten sposób kolej chce upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Zdaniem Krzysztofa Celińskiego, prezesa PKP PLK, Katowice zyskałyby bezpośrednie połączenie z lotniskiem w Pyrzowicach, a pociągi z Warszawy nie musiałyby zwalniać za Zawierciem.

- Kolej ma już wstępny projekt tego przedsięwzięcia - zdradza Jacek Stumpf, dyrektor wydziału transportu Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach. Samorząd zaproponował kolei współpracę przy projektowaniu nowej linii.

PKP PLK nie ujawniają kosztów inwestycji, ale wiadomo, że będą ogromne. W pobliżu lotniska w Pyrzowicach istnieje co prawa prawie nieużywana linia kolejowa, ale nie wiadomo, czy można by ją przystosować na potrzeby Centralnej Magistrali Kolejowej. Pociągi mają tu mknąć ponad 200 km/godz., więc w grę wchodzi raczej budowa całkiem nowych torów.

- Przedłużenie CMK oznaczałoby prawdziwą rewolucję dla lotniska w Pyrzowicach, które stałoby się prawdziwym partnerem dla Okęcia. Podróż pomiędzy tymi dwoma portami trwałaby niewiele ponad dwie godziny - dodaje dyrektor Stumpf.

Przestrzega, by nie mylić planów przedłużenia CMK do Katowic (z tego połączenia mogliby korzystać tylko pasażerowie jadący do Warszawy albo wracający ze stolicy) z projektem połączenia miast aglomeracji z lotniskiem. Urząd Marszałkowski rozpatrywał sześć wariantów trasy, która ma powstać w ciągu najbliższych czterech lat. Ostatecznie zdecydowano, że pociąg będzie korzystał z istniejących już torów z Katowic, przez Chorzów, do granic Bytomia. Dopiero tam planuje się budowę całkiem nowego 20-kilometrowego odcinka do Pyrzowic. Połączenie miast aglomeracji z lotniskiem ma kosztować do 200 do 300 mln euro.


A dzisiaj dochodzi informacja ze strony głównej.


Podczas dzisiejszej sesji, radni powiatu zawierciańskiego chcą oprotestować planowaną przebudowę magistrali kolejowej Warszawa - Katowice, która za 5 lat ma ominąć miasta Zagłębia Dąbrowskiego między innymi Zawiercie i Sosnowiec. Projektowana nowa linia kolejowa w okolicach Myszkowa odbije w kierunku Pyrzowic, a następnie przez Piekary Śląskie i Bytom dotrze do Katowic. Inwestycja kosztować będzie około 250 - 300 mln euro i częściowo sfinansowana zostanie ze środków unijnych.

Według prezydenta Zawiercia, Mirosława Mazura, pozbawienie miasta połączenia z Warszawą uderzy zarówno w mieszkańców powiatu zawierciańskiego, jak i turystów odwiedzających Jurę Krakowsko-Częstochowską. Mieszkańcy powiatu zawierciańskiego chcąc szybko dotrzeć do stolicy będą skazani na pociągi jadące przez Włoszczowę.


Oba warianty są skrajnie niekorzystne, gdyż omijają Sosnowiec, dodatkowo wariant drugi omija również Zawiercie. Brakuje bezpośredniego połączenia z Sosnowca do Krakowa i Wrocławia, teraz chcą nam skasować bezpośrednie połaczenie z Warszawą, i w perspektywie być może z północą kraju (Gdańsk, Gdynia). Co o tym sądzicie? Jak powinny wyglądać połączenia kolejowe w województwie?

Pytanie dodatkowe Czy ktoś wie czy prawdziwa jest wersja GW, czy to co wyczytałem dzisiaj na stronie głównej ?

Odnosząc się do artykułu Gazety Wyborczej, jest to jakiś kompletny bezsens. Trasa dłuższa, koszt remontu torów ogromny. Dużo lepszym i tańszym rozwiązaniem byłaby modernizacja CMK, tak aby pociągi na całej trasie jeździły z maksymalną szybkością oraz budowa całkiem nowej linii kolejowej do Pyrzowic.

Swoją rolę odgrywa tu też pewnie Polaczek - minister transportu, który jest z Piekar Śląskich. Skoro Gosiewski zatrzymał ekspres we Włoszczowej, to czemu by tak nie można zatrzymać IC/EC w Piekarach...



Temat: Województwo - tak, ale skąd wziąć ziemię? [GW]
Gazeta.pl > Częstochowa > Aktualności > Województwo - tak, ale skąd wziąć ziemię?

Dorota Steinhagen 08-03-2006 , ostatnia aktualizacja 08-03-2006 17:44

Jak miś ze snu zimowego budzi się w Częstochowie idea reaktywacji województwa. Lokalnych polityków natchnęły sejmowa kampania na rzecz województwa środkowopomorskiego i zbliżające się wybory samorządowe

W poniedziałek w sali sesyjnej magistratu ma się odbyć narada w tej sprawie. Zaproszenie - do parlamentarzystów, rektorów uczelni i mediów - podpisali prawicowy radny Konrad Głębocki i lewicowy przewodniczący Rady Miasta Ryszard Szczuka. To z inicjatywy Głębockiego rok temu radni jak jeden mąż przyjęli stanowisko, że chcą powrotu województwa.

Gdy w 1998 r. ważyły się losy województwa częstochowskiego, chętnych do walki nie było wielu. Prowadziła ją niemal samotnie ówczesna prezydent Halina Rozpondek (dziś posłanka PO). Najaktywniej wspierał ją nieżyjący już Marek Perepeczko, dyrektor teatru, który nie był częstochowianinem. Na manifestację pod Sejm, którą wspólnie poprowadzili wybrało się raptem 70 osób. Podpisów - zamiast wymaganych 100 tysięcy - udało się zebrać ledwie jedną trzecią. W tym samym czasie za miedzą, w Opolu, organizowano marsze, tysiące ludzi tworzyło żywe łańcuchy. Uratowali swoje województwo, my - nie.

Na spotkanie w poniedziałek pani poseł się wybiera. - Mam nadzieję usłyszeć, że jest już gotowa mapa przyszłego województwa i że zebrano uchwały samorządów, które miałyby je tworzyć - mówi.

Nie usłyszy. - To pierwsze szerokie spotkanie na ten temat. Chcemy wypracować konsensus, kogo zapraszamy do województwa - twierdzi Głębocki. - Potem poprosimy o opinię naukowców, co potrwa pewnie z miesiąc, a następnie ruszymy do gmin.

- Ale o tym, że trzeba ruszyć do gmin, mówi się od 1998 r. i nic z tego nie wynika - przypomina "Gazeta".

- Tym razem będzie inaczej - zapewnia radny.

Poseł Szymon Giżyński z PiS-u osiem lat temu był wojewodą. W walkę o województwo nie angażował się, twierdząc, że mu nie wolno. Dziś jest czołowym orędownikiem powrotu regionu częstochowskiego na mapę administracyjną Polski. - To nasz święty obowiązek, szczególnie teraz, gdy posłowie zajęli się sprawą województwa środkowopomorskiego i projekt jego powołania skierowali do sejmowych komisji - twierdzi. - Po raz pierwszy jest naruszany podział Polski z 1998 roku.

Dlatego wygłosił już oświadczenie w Sejmie, że miasto takie jak Częstochowa bezwzględnie zasługuje na status wojewódzki i powinno go otrzymać w tym samym czasie co środkowopomorskie.

Tyle że Słupsk i Koszalin wykonały gigantyczną pracę i przygotowały szczegółowy projekt. Zgromadziły wokół siebie dziesięć powiatów ziemskich. A co z ziemią dla województwa częstochowskiego? Jeden powiat grodzki i sześć ziemskich to mało! - Dlatego prace trzeba rozpocząć od inwentaryzacji, kto może tworzyć województwo - argumentuje poseł. - Co z poparciem społecznym? Gdy trzeba było bronić województwa, częstochowianie nie popisali się - pytamy. - Oni byli najmniej winni - ocenia poseł PiS-u. Winą obarcza ówczesnych polityków i dziennikarzy, bo za mało się angażowali.

Rozpondek: - Ta sprawa wraca zawsze przed wyborami. Ale tym razem może się udać. Warunek: będzie poparcie społeczeństwa. Wtedy go nie było. Może nam pomóc lęk o unijne pieniądze, dzielone na śląski sposób.

Nowego województwo częstochowskiego mogłyby tworzyć miasto Częstochowa oraz powiaty: częstochowski, kłobucki, myszkowski. Być może uda się też przekonać powiaty radomszczański, pajęczański i wieluński. Razem: jeden powiat grodzki i sześć ziemskich, czyli bardzo mało. Tymczasem najmniejsze z obecnych 16 województw - opolskie - to jeden powiat grodzki i 11 ziemskich, a ewentualne środkowopomorskie miałoby obejmować dwa miasta (Koszalin i Słupsk) oraz 10 powiatów ziemskich.

***
Nudzi się im chyba kompletnie, dobrze chociaż że p. zawierciański pozostał by w śląskim... /Michał/



Temat: Dworzec Chorzów Miasto
Zagłębie: PKP odstawia nas na boczny tor

Miasta Zagłębia protestują przeciwko planom przedłużenia Centralnej Magistrali Kolejowej do Katowic i stworzeniu alternatywnej linii do Pyrzowic. - To oznacza marginalizację regionu, w którym mieszka 700 tys. ludzi - alarmują władze powiatu zawierciańskiego.
Kilka dni temu pisaliśmy o planach PKP Polskich Linii Kolejowych, które przy okazji inwestycji związanych z Euro 2012 zastanawiają się nad przedłużeniem Centralnej Magistrali Kolejowej do Katowic. Dziś ta najsłynniejsza linia kolejowa w Polsce zaczyna się w Grodzisku Mazowieckiem, a kończy w Zawierciu.

Tymczasem kolej chce stworzyć nową "nitkę" popularnej "ceemki". Pociągi do Warszawy miałyby jeździć starą trasą przez Sosnowiec i Zawiercie oraz całkiem nową - przez Pyrzowice, Piekary i Bytom. W ten sposób kolej zamierza upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Stworzyć bezpośrednie połączenie Katowic z lotniskiem w Pyrzowicach oraz sprawić, że pociągi z i do Warszawy nie musiałyby zwalniać za Zawierciem.

Z naszych informacji wynika, że kolej zleciła już przygotowanie studium wykonalności alternatywnego połączenia. Ma się ono zaczynać się w Mrzygłodzie i korzystać m.in. ze starej, istniejącej już linii do Siewierza. Prace projektowe mają potrwać dwa lata. Dopiero po tym czasie znane będą koszty całego przedsięwzięcia.

Plany przedłużenia CMK do Katowic nie podobają się jednak zagłębiowskim miastom. Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza oraz Zawiercie kilka dni temu wystosowały w tej sprawie oficjalny protest do Urzędu Marszałkowskiego. - Nie wyobrażamy sobie ani ograniczenia liczby połączeń ze stolicą, ani tym bardziej ominięcia Zagłębia - mówi Grzegorz Dąbrowski, rzecznik sosnowieckiego magistratu.

Kolej uspokaja, że nie ma mowy o likwidacji "starej" trasy. W przyszłości pociągi mają korzystać z obydwu połączeń: zarówno przez Sosnowiec, jak i Pyrzowice. Nie wszystkich to jednak przekonuje. - Nie mamy żadnej gwarancji, że tak będzie. Nagle może się okazać, że połączeń przez Zagłębie będzie dwa razy mniej, bo część pociągów zostanie skierowana do Pyrzowic. Tymczasem w naszym regionie mieszka 700 tys. ludzi. Nie można ich lekceważyć - mówi Jan Grela, członek zarządu powiatu zawierciańskiego i były wicemarszałek województwa. - Nie chcemy, by skończyło się jak ze Stadionem Śląskim. Jeszcze dwa lata temu był drugim kandydatem do organizacji Euro 2012, a teraz jest na liście rezerwowej. Dzisiejsze deklaracje kolei mogą się nagle zmienić - dodaje.

Krzysztof Łańcucki, rzecznik prasowy PKP Polskich Linii Kolejowych, zapewnia, że alternatywna trasa nie zagrozi miastom Zagłębia. - Pociągi będą jeździły zarówno jedną, jak i drugą trasą. Nie ma mowy o marginalizacji Zagłębia, bo mamy tam zbyt dużo pasażerów - przekonuje rzecznik.

- Będziemy obserwować każdy najmniejszy ruch PKP w związku z Centralna Magistralą Kolejową - zapowiadają samorządowcy z Zagłębia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Chyba ktoś w tym artykule zapomniał dodać ze obecnie pociagi Intercity z Wa-wy na Śląsk jadą także przez Zabrze i Gliwice , czyli te miasta także będą pominięte .
Zresztą jeśli PKP nie ma kasy na remonty już istniejących torowisk , to skąd oni wezmą kase na tego typu duże inwestycje . W sumie pofantazjować każdy moze



Temat: Kup Pan skałkę!?

P.S. A co się stało w Skarżycach ?

To akurat dość znana sprawa - http://www.jurapolska.com...&INDEXSTART=800

i jeszcze nowy tekst z Wyborczej :
http://miasta.gazeta.pl/c...71,3108648.html
Spór o mur wokół ostańców
Eliza Kwiatkowska 11-01-2006 , ostatnia aktualizacja 11-01-2006 19:17

Sprawa szkaradnego muru postawionego na dziko w sercu Jury nie zakończy się szybko - wynika z wyroku sądu administracyjnego. Przeciwko budowli protestuja sąsiedzi i ekolodzy

O spornej budowli na malowniczej jurajskiej trasie z Morska do Kroczyc pisaliśmy kilkakrotnie. Mur powstał kilka lat temu w połowie drogi między wsiami Skarżyce i Piaseczno, na szlakach parku krajobrazowego Orlich Gniazd. Prawie trzymetrowa budowla otoczyła piękne jurajskie wzgórze z ostańcami. Postawił ją wbrew prawu mieszkaniec Poręby k. Zawiercia Przemysław Sierka, który kupił teren od okolicznych rolników. Mur nie spodobał się ani okolicznym mieszkańcom, ani turystom, którzy przemierzając jurajskie szlaki, napotykali przeszkodę nie do pokonania. Budowlą zainteresował się także powiatowy inspektor nadzoru budowlanego i kazał ją rozebrać. Sierka odwołał się do inspektora wojewódzkiego, ale z miernym skutkiem. Dlatego zdecydował, że będzie bronił muru w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym.

Sprawa toczyła się miesiącami. Wyrok zapadł jesienią ubiegłego roku, ale uzasadnienie ujrzało światło dziennie niedawno. Zawiadomienie o wyroku nie dotarło jeszcze nawet do stron sporu. - Sąd wprawdzie uchylił decyzje nakazujące rozbiórkę muru, ale tylko na razie - relacjonuje Wiesław Morys, rzecznik WSA w Gliwicach. - Uznał, że sprawa muru nie została wyjaśniona jak należy. Dlatego ma wrócić do ponownego rozpatrzenia przez powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Zdaniem sądu dokładnego wyjaśnienia wymagają okoliczności powstania budowli. Ocenie należy też poddać miejsce, w którym zbudowano obiekt. Sąd zasugerował, że mógł on naruszyć walory przyrodnicze okolicy.

Powiatowy inspektor będzie się mógł zająć sprawą, jak tylko wyrok się uprawomocni. - Czekamy, by przystąpić do pracy - mówi inspektor Andrzej Bugaj. - Wyrok jest pomyślny, bo sąd mógł w ogóle umorzyć postępowanie. Oczywiście, to wszystko przedłuży sprawę o kolejne miesiące.

Sierka kupił teren i otoczył go murem w konkretnym celu - chciał założyć za nim hodowlę danieli. Zwrócił się do urzędu w Kroczycach o wydanie warunków zabudowy pod inwestycję - zagrodę, stodołę i magazyn. Gmina odmówiła, bo plan zagospodarowania przestrzennego nie dopuszczał w tym miejscu zabudowy. Sierka się jednak nie poddał i poczekał na moment, gdy plan przestał obowiązywać, a nowego jeszcze nie było. Urzędnicy znaleźli się w kropce i poprosili o opinię wojewódzkiego konserwatora przyrody. Ten negatywnie odniósł się do inwestycji, twierdząc, że teren już został zdewastowany - zaorany do głębokości prawie dwóch metrów, a kolejne prace naruszyłyby jeszcze bardziej jego walory krajobrazowe i przyrodnicze. Mieszkaniec Poręby nie zrezygnował. Ponad rok temu odwołał się do ministra środowiska i niespodziewanie wygrał. Resort uchylił postanowienie konserwatora przyrody i dał wolną rękę inwestycji w sercu Jury. Gmina, choć długo jeszcze zwlekała z wydaniem warunków zabudowy, wreszcie skapitulowała. - Wydaliśmy je pod koniec roku - mówi Maria Nowak z urzędu gminy w Kroczycach. - Nikt się nie odwołał. Sierka jest nieuchwytny. Dotychczas jednak nie zdecydował się na złożenie wniosku o pozwolenie na budowę w zawierciańskim starostwie.



Temat: Walka o województwo

Stracimy kolejny urząd?

Tylko do końca roku ma istnieć częstochowska Izba Skarbowa. Od stycznia podatnicy mają jej szukać w Katowicach. Przeciw likwidacji protestują przedsiębiorcy i władze miasta
Delegatura katowickiej Izby Skarbowej istnieje w Częstochowie od 1998 roku, wcześniej, przed likwidacją województwa, funkcjonowała jako samodzielna jednostka. Tymczasem projekt zmian, stworzony przez Ministerstwo Finansów, zakłada połączenie w jedną instytucję Izb Skarbowych i Celnych oraz przeniesienie ich do miast wojewódzkich.

- Znamy ten projekt, ale jako korpus służby cywilnej możemy się tylko podporządkować nowym przepisom, nie kontestujemy ich - mówi Jan Piper, wieloletni dyrektor częstochowskiej Izby Skarbowej.

Pracuje w niej 70 osób. Izba, jako druga instancja skarbowa, rozpatruje rocznie kilka tysięcy spraw, głównie odwoławczych od decyzji urzędów skarbowych. Nasza Izba obejmuje teren aż 10 urzędów skarbowych: dwóch częstochowskich, kłobuckiego, lublinieckiego, myszkowskiego, zawierciańskiego, tarnogórskiego, bytomskiego, będzińskiego i dąbrowskiego. Petenci to prywatni podatnicy oraz firmy - podmioty gospodarcze, a tych tylko na terenie Częstochowy działa aż 25 tys.

- Jeśli zostaniemy zlikwidowani, prawdopodobnie przeniosą nas do Katowic. Ale nie odbędzie się to automatycznie, lecz zostaniemy zwolnieni, a następnie na nowo mają być przeprowadzone przyjęcia pracowników już do połączonych Izb Skarbowej i Celnej, zaś nowa instytucja ma nosić nazwę Izby Administracji Skarbowej. Dla nas oznaczać to będzie trud codziennych dojazdów, a dla Skarbu Państwa - koszty, choćby takie, jak stworzenie nam miejsc pracy w Katowicach - żali się jedna z szeregowych pracownic Izby Skarbowej. - I gdzie tu oszczędności i realizacja haseł o tanim państwie.? - pyta.

Jeszcze bardziej poruszeni są przedsiębiorcy. - Urzędnicy zaprzeczają centralizacji urzędów, a tymczasem my w Częstochowie tracimy kolejny urząd, który jest na co dzień potrzebny. Będziemy w ślad za fiskusem jeździć do Katowic? Przecież to strata czasu i energii. Poroniony pomysł. A nasze miasto znowu traci kolejną instytucję mającą wpływ na spadek jej prestiżu - żali się jeden z dużych przedsiębiorców. - Tworzy się strefy ekonomiczne, inkubatory przedsiębiorczości, a równocześnie zabiera zaplecze logistyczne do rozwoju gospodarczego. Nie ujmując nikomu, 250-tysięczna Częstochowa nie będzie się niczym różnić od kilkunastotysięcznego Kłobucka. Poza tym wszyscy pamiętamy awanturę z likwidacją Sądu Rejestrowego. Przez dwa lata ktoś przeprowadzał na nas doświadczenie, kosztem naszego czasu i nerwów, by wreszcie na nowo ten sąd przywrócić. Jak tu normalnie funkcjonować na rynku?

W obronie Izby i interesu przedsiębiorców wystąpi jeszcze w tym tygodniu do Ministerstwa Finansów częstochowska Loża Business Centre Club. - Likwidacja Izby Skarbowej w Częstochowie stanowiłaby istotne utrudnienie dla przedsiębiorców, także członków Loży Częstochowskiej. Ze względu na kilkuletnią udaną współpracę BCC z Ministerstwem Finansów, m.in. w realizacji wspólnego konkursu "Urząd Skarbowy Przyjazny Przedsiębiorcy", liczymy na pomyślny efekt działań lobbingowych, które zamierzamy podjąć w tej sprawie - mówi Robert Bieńkowski, kanclerz Loży Częstochowskiej BCC i wiceprezes BCC. Liczy na poparcie Marka Goliszewskiego, prezesa BCC, który ma odwiedzić Częstochowę.

Pismo do minister Zyty Gilowskiej skierował także prezydent Tadeusz Wrona. - Musimy walczyć, by Izba - już w nowym kształcie - pozostała i nie powtórzyła się historia, jaką mieliśmy z Sądem Rejestrowym. Nie możemy pozwolić, by pogorszyła się jakość obsługi podatników w naszym mieście - podkreśla prezydent.

Tymczasem Ministerstwo Finansów zaznacza, że sprawa nie jest przesądzona. - Izby w miastach nie mających statusu wojewódzkich mają zostać zlikwidowane do 1 stycznia. Jednak te propozycje są konsultowane, a organizacje przedsiębiorców i samorządy mogą składać wnioski; wszystkie będą wzięte pod uwagę. Należy je kierować na ręce wiceministra Pawła Banasia, bo to on nadzoruje ten projekt - mówi Maria Hiż z Ministerstwa Finansów.

Źródło: gazeta.pl

To jest kolejny powód dla którego powinniśmy posiadać województwo (nie jest to wina Katowic!!!! )... ludzie stracą pracę a my szybką możliwość dostania się do tego urzędu...



Temat: Wyścigi Psich Zaprzęgów
Tekst pierwotnie zamieszczony był na JuraPolska.com - autor Michał

IV Jurajskie Wyścigi Psich Zaprzęgów MORSKO 2002.

Była to kolejna, wbrew numeracji szósta już, edycja wyścigów tego typu rozegrana w centralnej części Jury. Poprzednie odbyły się w Rzędkowicach, Podlesicach i w Morsku, zazwyczaj na początku listopada. W tym roku była to impreza zdecydowanie bardziej kameralna, obserwatorów nie związanych ze środowiskiem maszerów, mimo widowiskowości tego sportu, było niewielu, ale i pogoda nie sprzyjała rodzinnym wycieczkom.
Na starcie stawiła się stała obsada z Opola, Tychów, Bielska-Białej, Rabki, Raciborza, no i oczywiście silna ekipa ze stolicy Dolnego Śląska

Orientacyjny przebieg trasy - sprint 8 km :
- start około 700m do parkingu pod wyciągiem w stronę wsi Morsko,
- płaski docinek do czarnego szlaku,
- łagodny podjazd czarnym szlakiem, aż do skraju pól nad Rzędkowicami,
- tam w prawo do Sarnich Skałek,
- pętla za Wilczym Kamieniem, powrót na łąki za Sarnimi Skałkami,
- ostry zjazd i leśna droga wyprowadza na łąki pod Apteką,
- dalej dojazd od mety położonej około 50m od parkingu pod wyciągiem

Skan artykułu o powyższych wyścigach zamieszczonego w lokalnej gazecie -
Jura Zawierciańska (nr 50, 11-17 grudnia 2002 r.) TUTAJ rar(2.80) - waga 200KB
A w Galerii znajdziecie kilka fotek z zawodów - tym razem skanowane z negatywów, czyli coś w końcu widać

Ogólne zasady rozgrywania wyścigów psich zaprzęgów - w sporym uproszczeniu
- po starcie nie można zwiększyć liczby psów w zaprzęgu,
- maszer kieruje psami głosem - żadnych batów, obroży zaciskowych itp.,
- wózki/sanie muszą posiadać sprawny hamulec, kotwicę śnieżną,
- czas mierzony jest do przekroczenia mety przez maszera,
- maszer nie może ciągnąć psa, może popychać zaprzęg
- w wyścigu biorą psy co najmniej 12 miesięczne.

Wyścigi można podzielić na :
- krótkodystansowe,
- średniodystansowe - do 300 mil,
- długodystansowe np. All Alaska Sweepstake, Iditaroad (ponad 1000mil), Yukon Quest (1400km), w Europie Alpirod (1000km), La Pirena (ponad 400km) i inne.

Zawody zaprzęgów sanie/wózek rozgrywane są w klasach :
- nielimitowana : zaprzęg musi liczyć minimum 7 psów
- 0 : min. 7 max. 10 psów
- A : min. 5 max. 8 psów,
- B : min. 4 max. 6 psów,
- C : min. 2 max. 4 psy.

Dodatkowo przyjęto oznaczenia :
1 - zaprzęgi złożone z Syberian Husky, lub mieszane, obowiązkowo 1 pies tej rasy,
2 - zaprzęgi z Alaskan Malamute, Samojed, Greenlandshoud,
scratch - dla zaprzęgów nie złożonych z psów pociągowych ras północnych.

Poza klasami typowych zaprzęgów sanie/wózek są jeszcze :
- skandynawska/pulka : jeden/kilka psów, maszer biegnie na nartach/pieszo za małymi sankami/wózkiem
- velo : jeden/kilka psów, prowadzący jedzie ma rowerze, psy "podpięte" do roweru.

A propos tej klasy jedna refleksja wynikająca z własnych doświadczeń, a skierowana do maniaków MTB - wyjątkowo widowiskowe gleby zdarzają się kiedy jedziesz wpięty w SPD, a pies nagle zobaczy przed swoim nosem sarny, czy zająca. Stosunkowo niewielki husky potrafi przebiec spory dystans z kotwicą w postaci roweru górskiego, a Ty długo próbujesz dojść co się właściwie stało.

Wyścigi zaprzęgów są tylko jednym z wielu nurtów sportów w których uczestniczą psy północy, a najbardziej znanym z pozostałych jest próba uciągu. Pies wyposażony w specjalny typ uprzęży jest w stanie uciągnąć tzn. na płaskim odcinku ruszyć z miejsca i przeciągnąć na wyznaczonym dystansie, ciężar przekraczające 1000kg (rekord 1750kg). Tak więc holowanie Malucha to prawie zabawa a ile może pociągnąć cały zaprzęg np. 12 malamutów?